Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podkład. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podkład. Pokaż wszystkie posty

20 stycznia 2015

Sposób na zbyt ciemny podkład

Bardzo często zdarza się nam kupić za ciemny podkład, albo po prostu lato się kończy, opalenizna znika, a podkład pozostaje... No i co teraz, kupić kolejny czy kombinować. Bardzo fajnie sprawdza się mieszanie podkładu z innymi jaśniejszymi, ale np. ja, zimą jestem tak blada, że i tak te najjaśniejsze podkłady okazują się za ciemne :) W zeszłym roku, przypadkiem natknęłam się na biały podkład ze StarGazer, który przeznaczony jest raczej do jakichś gotyckich sesji, albo jeżeli ktoś lubi taki styl na co dzień :) ja zaczęłam mieszać go z innymi podkładami i zaraz powiem jak to zadziałało.


Podkład, hmmm...nie wiem czy go tak nazywać, niech będzie rozjaśniacz, otóż nasz rozjaśniacz jak widzicie ma biały kolor, bez żadnych drobinek, troszkę dziwny, chemiczny zapach, przypomina zapach farby do malowania ścian :) Jest dosyć gęsty, tzn może nie jest gęsty, ale nie ma lejącej, wodnistej konsystencji, coś jak przeciętny podkład. 


Nie polecam rozjaśnianie nim bardzo ciemnych podkładów, bo wtedy będzie potrzebna zbyt duża jego ilość, a niestety przy większych ilościach wygląda źle, ciężko na twarzy, szybko zasycha i tworzy taką nieprzyjemną, sztywną warstwę. Polecam do rozjaśniania o 1-2 tony, wtedy potrzeba niewielkiej ilości i wszystko gra :) 


Łatwo się go miesza (mieszałam z podkładem Bourjois 123 perfect nr 51 light vanilla, Astor lift me up nr 101 rose beige, Maybelline affinitone perfecting+protecting 02 light porcelain i 03 light sand beige), chociaż czasem miałam wrażenie, że nie jest dobrze "zmielony" i ma  małe grudki w sobie, wtedy potrzebne było dokładniejsze mieszanie.


Nie ma pompki niestety i nabiera się go szpatułką, przez co z pewnością pod koniec będą problemy z wydobyciem resztek. Kosztuje ok. 25 zł za 30 ml, do kupienia na allegro i w sklepach internetowych. 

Podsumowując sprawdzi się do rozjaśniania podkładów za ciemnych o 1-2 tony, w przeciwnym wypadku nie polecam.

A wy jak radzicie sobie z za ciemnymi podkładami?



_______________________________________________________
Podobał Ci cię post? Będzie mi miło jeżeli klikniesz:

Zostaniesz followersem:
Instagram

Lub obserwatorem:
  Follow on Bloglovin

23 czerwca 2014

Mój nowy nr 1 wśród podkładów

Mam nową miłość! Ale czy jestem zakochana bez pamięci? O tym za chwileczkę. Każda z nas przechodzi ten etap poszukiwania idealnego podkładu, a zadanie to jest baaardzo ciężkie, wiecie pewnie doskonale. Ja szukam już od kilku lat, w sumie to od kiedy zaczęłam się malować, czyli okres liceum i możliwe, że znalazłam tego jedynego, ale nie zapeszajmy lepiej bo różnie w życiu bywa z tymi miłościami :) mowa o podkładzie Maybelline Affinitone Perfecting + Protecting.


"DLA KOGO?
Dla kobiet, które oczekują perfekcyjnego dopasowania podkładu do odcienia skóry. Niezależnie od rodzaju cery.
DZIAŁANIE

• wysokiej rozdzielczości pigmenty płynnie wtapiają się w Twoją skórę, gwarantując Ci perfekcyjne dopasowanie do odcienia skóry bez efektu maski
• podkład zapewnia 8-godzinne nawilżenie skóry
• formuła zawiera witaminę E i perełki, które zapewniają uczucie świeżości oraz perfekcyjne wykończenie makijażu
• wybierz swój z gamy 8 wspaniałych odcieni
EFEKT

Odkryj swoją skórę na nowo, nawet z bliska!
Skóra wygląda gładko, naturalnie i nieskazitelnie."


To chyba jest jeden z niewielu produktów kosmetycznych, gdzie w 99% zgadzam się z opisem producenta. pewnie ciekawi was gdzie się podział ten 1%? Musicie więc czytać dalej :) Używam tego produktu od jakichś 2 miesięcy, może nawet dłużej. Zakupiłam go bez zastanowienia, przypadkiem, kiedy akurat była promocja bodajże w Rossmanie, nawet nie wiedziałam jakie odcienie oferuje nam producent, więc wzięłam ten który był najjaśniejszy z dostępnych. W promocji kosztował ok. 20 zł, a odcień jaki wybrałam to 03 light sand beige. 


Był to okres jeszcze pozimowej bladej twarzy, więc jak możecie się domyślić okazał się za ciemny. Miałam go wtedy kilka razy na sobie, ale tak mi się spodobał, że poleciałam szukać jaśniejszego odcienia i kupiłam 02 light porcelain. No i już było idealnie. Zakochałam się w nim, no po prostu przepadłam, a za taką cenę to już w ogóle! Teraz używam już 03, bo udało się opalić mordkę. Pierwszy podkład, który naprawdę stapia się z cerą (wiem, wiem, to nie jest możliwe, ale wiecie co mam na myśli:)) po prostu go nie widać, a koloryt mamy wyrównany. 


Jeżeli nie mamy suchych skórek to nie widać go nawet z bliska. Wygląda bardzo naturalnie, żadnej maski, a to co trzeba jest zakryte. Ja nie mam większych problemów do zakrycia, a z moimi naczynkami już się pogodziłam (o polubieniu to nigdy nie będzie mowy), wolę, żeby było je delikatnie widać, niż mieć tapetę na twarzy, więc dla mnie krycie odpowiednie, tak dla orientacji to powiedzmy, że średnie, na większe zmiany potrzebny korektor. Pachnie neutralnie, konsystencja jest baaaardzo lejąca i to mi odpowiada, ale niestety przez to, a może to wina opakowania(?), podkład rozlewa się po zakrętce i za to odejmuje ten 1% :). 

Wiele dziewczyn go sobie chwali i nie wiem dlaczego do tej pory go nie wypróbowałam. Podejrzewam, że na przekór, bo nie lubię produktów, których reklamy w telewizji widzę co chwilę, bo z reguły się u mnie nie sprawdzają i moje pieniądze idą właśnie na reklamę. Tutaj się pomyliłam.

Jak u Was z Affinitone, znacie, używacie, lubicie czy nienawidzicie? :)


_______________________________________________________
Podobał Ci cię post? Będzie mi miło jeżeli klikniesz:
Lub zostaniesz obserwatorem:
  Follow on Bloglovin

1 marca 2014

Denko pana lutego

Nie robię tych postów regularnie, wiem, wiem, ale jest tego bardzo prosta przyczyna, po prostu zapominam i wywalam puste opakowania zanim zdążę im zrobić zdjęcie :) musicie mi wybaczyć :) ale zostawiłam sobie specjalne pudełeczko, w którym głęboko w szafie będę chomikowała moje pustaczki, no i tym sposobem mam nadzieję, że będzie udawało mi się denkować na blogu co miesiąc. Przechodząc do rzeczy.


Są i ulubieńcy, są i średniaki no i bubelki, więc każdy znajdzie coś dla siebie :D Większość to pielęgnacja, bo jakoś szybciej je zużywam smarując się od góry do dołu, jeden rodzynek z kolorówki i czarodziejskie perfumy za grosze.



No i zaczynamy właśnie od zapachu. Są to śliczne perfumki z Rossmana za jakieś 22 zł, śmieszna cena nie? A jak pięknie pachną! Dla przybliżenia zapachu, to jeżeli ktoś zna, jest to zamiennik Euphorii Calvina Kleina. Za taką cenę będą idealne do psikania się w większych ilościach bez wyrzutów sumienia. Więcej o nim TUTAJ
Naturalna oliwka do masażu z olejem z oliwek Ziaja, oliwka która początkowo polubiłam, ale zaczęła mnie denerwować po jakimś czasie, po pierwsze zapach bo za oliwkami nie przepadam, niestety ma parafinę na pierwszym miejscu i mimo, że nie jestem na nią wrażliwa to wyskakiwali mi nieprzyjaciele na udach! Nie polecam. Cena ok 19 zł za 500 ml.
Lactacyd to mój najukochańszy płyn do higieny intymnej, pięknie pachnie, jest bardzo wydajny, ma przyjemną konsystencję. Może jest odrobinę droższy niż np. płyny z Ziaji, ale można go często spotkać w promocji za jakieś 14 zł za 400 ml.  
Pianka Isana, której używam chyba jedynie do przygłaskania moich odstających baby hair, bo kiedy zwiążę włosy wyglądam jakbym miała rogi. Tutaj daje radę. Nie no, żeby nie skłamać używałam jej kilka razy do podtrzymania moich pseudo-loków, też dawała radę, więc myślę, że dla mało wymagających, za te kilka zł, można sprawdzić.
Antyperspirant w kremie Ziaja, mój ukochany, ślicznie pachnie, orzeźwiająco, działa jak ma działać, również niewiele kosztuje bo jakieś 6 zł w Rossmanie. Są jeszcze 3 wersje, ale jakoś żadna nie przypadła mi do gustu, wiem że jeden ma taki kremowy zapaszek, jeden nie ma żadnego i jest jeszcze jakiś, ale nie pamiętam.
Garnier HydraAdapt lekko nawilżający. Używałam go jakiś czas temu, zaczęłam testować coś innego i o nim zapomniałam, leżał sobie grzecznie i czekał, w lutym go wykończyłam bo już denerwowała mnie ta poskręcana tubka na biurku. Więcej o nim TUTAJ.
Podkład L'oreal True Match, została mi resztka i w lutym go wykończyłam. Fajny o bardzo płynnej konsystencji, ale bardzo szybko zasychał. Miałam najjaśniejszy N1, z przyjemnymi beżowymi tonami, ładnie krył, ale przy suchej cerze musiałam się pilnować z odpowiednim nawilżeniem, przydał mi się tez do rozjaśniania i "odróżowiania" innych podkładów.
Krem do stóp z Biedronki, który męczyłam całe wieki bo to totalna masakra, wodnisty, zero nawilżenia nawet w kilkucentymetrowej warstwie, nieprzyjemnie pachnie i nie warto wydać na niego nawet tych kilku zł.

Bardzo przyjemny krem do rąk Decubal, dosyć drogi, ale dla suchych łapek warto spróbować, dokładnie nawilżał i wygładzał łapki, więcej o nim TUTAJ.
Znany każdemu żel pod prysznic Isana, tutaj wersja marakuja i kokos, już chyba wypróbowałam wszystkie zapachy i nie spotkałam się raczej z jakimś nieprzyjemnym, dla mnie zapach jest tutaj bardzo ważny, bo że myje to wiadomo :) Kupuję nagminnie bo jest mega tani i mega przyjemny :) 
I na koniec saszetkowa pierdółka, maseczka nawilżająca to twarzy i szyji Malwa. Na nogi mnie nie powaliła, taka zwyczajna, w sumie to nie wiem co mam Wam o niej powiedzieć :) coś tam nawilżała, ale bez szału.


Który z moich zdenkowanych towarzyszy miałyście okazję stosować?
Udaje Wam się robić denko regularnie co miesiąc?


_______________________________________________________
Podobał Ci cię post? Będzie mi miło jeżeli klikniesz:
Lub zostaniesz obserwatorem:
  Follow on Bloglovin

24 lutego 2014

Nowa miłość - podkład mineralny Earthnicity

Tak jak pewnie większość z Was, sama przez bardzo długi czas nie wierzyłam w skuteczność podkładów mineralnych, bo "co mi taki proszek może zakryć", ale jak to mówią, póki się nie przekonasz to nie uwierzysz. Od kilku tygodni testuję podkład mineralny Earthnicity Minerals i dziś Wam coś o nim opowiem. Wybrałam sobie podkład w kolorze Alabaster oraz Natural Light, z tym że Natural Light jako małe opakowanie, a Alabaster w formie 2 próbek, bo podejrzewałam, że ten pierwszy może być dla mnie ciut za ciemny i chciałam mieć odrobinę do rozjaśniania :)


"Podkłady mineralne naszej firmy zapewniają matowe wykończenie, dające niezwykle naturalny efekt, który utrzymuje się na twarzy cały dzień. Zawierają one naturalny filtr przeciwsłoneczny oraz są odporne na wodę. Nasze podkłady nie zawierają tlenochlorku bizmutu, talku oraz innych szkodliwych dla skóry i drażniących substancji.
Skład: Mica, Titanium Dioxide, Zinc Oxide, Iron Oxides, Ultramarine Blue

Każdy podkład Earthnicity opakowany jest w pojemniczek z sitkiem, w którym umieszczone jest około 9 gramów produktu. Do każdego pojemniczka dołączony jest także welurowy puszek, ułatwiający aplikację kosmetyku"
Cena detaliczna: 86,99 zł

Jak już wspominałam posiadam dwa odcienie, najjaśniejszy - Alabaster oraz 3 w kolejności - Natural Light. Podejrzewałam, ze Natural Light może być dla mnie odrobinę za ciemny, więc poprosiłam o dodatkowe próbki najjaśniejszego podkładu, coby go móc rozjaśniać w razie potrzeby i dobrze zrobiłam. Stosuję je tak, że wysypuję na wieczko większą część Natural Light i dodaję odrobinę Alabaster, wtedy mam odcień idealny :) Sam Natural Light będzie świetny kiedy się troszkę opalę, ma w sobie żółte pigmenty, natomiast Alabaster jest bardzo jaśniutki z beżowymi tonami, więc będzie świetny dla bladziochów.
"ALABASTER – podkład odpowiedni dla karnacji bladej i bardzo jasnej o jednolitym kolorycie skóry. Jest jaśniejszy od podkładu Porcelain. Jest to najjaśniejszy odcień w naszej ofercie podkładów.
NATURAL LIGHT – do karnacji średnio jasnej z lekką naturalną opalenizną. Odcień ten jest nieco ciemniejszy i cieplejszy od odcienia Porcelain."

JAK NAKŁADAM PODKŁAD:
Przed nałożeniem podkładu spryskuję pędzel kabuki wodą termalna, lub jak widzicie na zdjęciu powyżej - hydrolatem różanym, może to być obojętnie jaka mgiełka do twarzy odpowiednia dla Waszej cery, taka która lubicie i która Wam służy. Robię z dużej odległości (większej niż na zdjęciu:)) jeden "psik" i tyle w zupełności wystarczy.

Następnie mieszam wspomniane dwa odcienie na wieczku i zanurzam w nim pędzel, dociskając go tak aby podkład dobrze "wcisnął się" w pędzel i pokrył wszystkie włoski, robię to dosyć długo, żeby mieć pewność, że cały pędzel będzie równomiernie pokryty

Następnie oczywiście nadmiar, który widzicie powyżej, należy strzepać, bo po co ma nam fruwać w powietrzu i się marnować, zamiast upiększać nasze i tak już śliczne mordki? Ostatni krok to nakładanie. Robię to ruchami stemplowymi, tak jakby wciskając podkład w twarz, nie wykonuję ruchów okrężnych bo przy mojej suchej cerze i pojawiających się jak Filip z Konopi, suchych skórkach, mogłabym je tylko uwidocznić.

MOJA OPINIA: 
Oczywiście nasz podkład dostajemy w słodkim, a zarazem eleganckim, odkręcanym słoiczku, w wersji pełnowymiarowej dodatkowo znajdziemy w nim także welurowy puszek do nakładania. Moje opakowanie jest wersją 2,5 g, pełnowymiarowe ma 9 g, więc jest troszkę większe i podejrzewam, że i dziurki z sitku będą większe :) nie ma żadnego problemu z "wystukaniem" podkładu na wieczko. 
Nakładanie go to naprawdę dziecinnie prosta sprawa, kilka ruchów i już mamy pokrytą całą twarz.Jest bardzo wydajny bo nie trzeba go wiele, a kupując wersję pełnowymiarową, prawie 4 razy większą od mojej (która i tak wystarczy mi na pewno na bardzo długo) jest to jeszcze bardziej opłacalna inwestycja. 
Jeżeli ktoś nie jest pewny i boi się od razu wydawać tak dużej sumy pieniędzy, może kupić na stronie, próbki podkładu za 5,99 zł i sprawdzić czy opłaca się kupić większą wersję.

Powyżej macie wersję przed i po. Na drugim zdjęciu mam tylko podkład Alabaster nałożony opisaną wcześniej metodą i powiedzcie same czy nie widać różnicy? Ja widzę sporą, a na żywo jest jeszcze lepiej i nie są to puste zachwyty nad "podarowanym" kosmetykiem, bo on jest naprawdę świetny! Osoby, które go stosowały, albo jakikolwiek inny podkład mineralny na pewno przyznają mi rację :)

Tutaj jest porównanie nałożonego solo podkładu Alabaster i również solo - Natural Light. Nie pokazuję Wam jak wygląda ich mix bo podejrzewam, że ciężko byłoby mi uchwycić różnicę robiąc zdjęcia kompaktem;/ a tak przynajmniej wiecie jak prezentują się odcienie osobno :) 
Wracając do mojej opinii, to podkład bardzo ładnie wygląda na buzi, żadnej maski sobie nim nie zrobimy, chyba, że będziemy usilnie próbować i nakładać połowę opakowania :) jeżeli nie mamy żadnych suchych skórek to wygląda idealnie, praktycznie nie widać, że coś mamy na twarzy, a jeszcze z żadnym płynnym podkładem nie udało mi się tego osiągnąć. W przypadku suchej cery, jak moja, trzeba dbać o dobre nawilżenie, peelingi itd., żaden podkład nie będzie dobrze wyglądał na niezadbanej buzi.

Ma spore krycie, o co nigdy nie podejrzewałam kosmetyków mineralnych i to był mój błąd, jak widzicie powyżej, prawie dał radę moim zaczerwienieniom, a to potrafią tylko "maskowcy" :) Pięknie się stapia z cerą, nie zrobimy sobie nim krzywdy, żadnych plam i innych historii, utrzymuje się bardzo długo, nie mierzyłam mu czasu, ale dzień na uczelni daje radę (nie jeden wykład, nie, nie:)) Daje fajne, zdrowo wyglądające, matowe wykończenie, nie ściera się.
Podsumowując, polecam do całym sercem, jest to jeden z moich trzech ulubieńców z paczki Earthnicity, o pozostałych dwóch powiem Wam jutro :)
Używałyście już produktów Earthnicity?


_______________________________________________________
Podobał Ci cię post? Będzie mi miło jeżeli klikniesz:
Lub zostaniesz obserwatorem:
  Follow on Bloglovin

4 grudnia 2013

Podkład, który warto mieć

Wspominałam jakiś czas temu na blogu, że szukam dla siebie podkładu z żółtymi, a nie różowymi tonami, prosiłam Was o radę i dostałam mnóstwo porad. Większość z Was polecała Bourjois Healthy Mix i Revlon CS. Revlon już miałam i dla mnie jest za ciężki, więc wybrałam się do SP, żeby sprawdzić kolorki. Sprawdziłam Healthy Mix, oczywiście w dziennym świetle i najjaśniejszy odcień był ciut za ciemny, ale na ratunek obok stał 123 Perfect i to on wskoczył mi do koszyka.


Jest to podkład korygujący z 3 pigmentami, żółty - na cienie pod oczkami, fioletowy - plamki i piegi i zielony - na zaczerwienienia i naczynka (czyli pigment dla mojej mordki:)) Sprawdziłam teraz na stronie Bourjois i podobno jest Bestsellerem:) Zawiera SPF 10, oraz ma w składzie kwiat bawełny, które mają nawilżać cerę i zmniejszać świecenie się.


Pojemność: 30 ml
Cena: ok 60 zł (ja swój podkład kupiłam na promocji 30% w SP)


Szklana buteleczka z plastikową pompką, nie zacina się póki co, nie "pluje", niecała pompka wystarcza na pokrycie całej twarzy. Konsystencja lekka, ani za rzadka ani gęsta, ale bardzo szybko się wchłania i zasycha więc trzeba szybkimi ruchami go rozsmarowywać.

Mój kolor to najjaśniejszy nr 51 i dla mnie o 1% za ciemny, ale to chyba tylko dla mnie jest widoczne:) Wkurza mnie jego zapach, taki chemiczny, nieprzyjemny, który nie do końca się ulatnia;/ 


Nakładam go zwilżonym pędzlem typu flat top, jedna warstwa wystarcza, dokładam tylko niewielką ilość na zaczerwienienia na polikach, wtedy jest już dobrze. Kryje to co ma ukryć, ale jeżeli macie większe problemy do ukrycia to raczej się nie sprawdzi. Piegów mi nie zakrywa i bardzo dobrze bo je lubię:) zasinienia pod oczami jak najbardziej chowa, ale przy większych siniakach potrzebny będzie korektor.


Skóra po nim jest taka hmmm, satynowa? To nie jest żaden mat, ani tym bardziej błysk i mimo, że do tej pory uwielbiałam podkłady rozświetlające (bo mam skórę suchą) to chyba teraz bardziej podoba mi się efekt mojego 123 Perfect. Absolutnie nie wysusza, ale czy nawilża to bym nie była taka pewna. Podsumowując polecam jak najbardziej wypróbować jeżeli szukacie czegoś bez różowych tonów:)

Może któraś z Was już go miała i podzieli się z nami swoimi wrażeniami?

29 stycznia 2013

RECENZJA: Prawie idealny podkład rozświetlający

Dwa miesiące temu nabyłam w promocji  w Rossmanie podkład Astor Lift me up. Testowałam go przez ten okres, więc najwyższy czas coś o nim powiedzieć. Wtedy kupiłam go za 34 zł, normalna cena to ponad 40 zł, dokładnie nie wiem.

Jak Wam wiadomo mam suchą cerę, więc nie dla mnie wszelkie matujące podkłady, dlatego staram się znaleźć ciekawy rozświetlający kosmetyk i znalazłam! Mam do niego tylko jedno, niewielkie zastrzeżenia, ale  o tym za chwilę:)


Od producenta:
Lift me up, serum i podkład 2w1. Rozświetla i liftinguje skórę, stale ją nawilżając i odmładzając. Zapewnia komfort noszenia przez cały dzień. Formuła zawiera kwas hialuronowy oraz witaminę E. 

Słowo ode mnie:
Zaczynając od początku. Fajne, eleganckie, szklane opakowanie z różową nakładką. Oczywiście ma pompkę, co znacznie ułatwia wydobycie, ale pewnie będą problemy z "wykończeniem" go:)

Mój kolor to 101 Rose Beige i tu się chwilę zatrzymamy. Sama się w sumie teraz sobie dziwię, że wzięłam taki kolor (czyt. rose), zawsze brałam najjaśniejszy kolor, obojętnie jaki by to nie był podkład, więc i tym razem tak zrobiłam,  no i niestety, jest delikatnie różowawy, a do mojego kolorytu to absolutnie nie pasuje! Jednak i z tym sobie poradziłam:) Jak Wam pisałam tutaj >>>>KLIK<<<<, w ostatniej 40% rossmanowskiej promocji kupiłam podkład L'oreal true match, w najjaśniejszym, neutralnym odcieniu, właśnie w celu rozjaśniania mojego Astorka:) I teraz już jest idealnie:) brak jakiegokolwiek różu i efektu świnki (chociaż bez mieszania też nie było takiego efektu:)) Ale, że recenzja dotyczy Astora, to tylko na nim się skupiamy.


Konsystencja jest typowa jak na podkład, ani lejąca, ani zbyt gęsta. Jak przystało na podkład rozświetlający, ma w sobie delikatne drobinki, ale naprawdę BARDZO delikatne, nie ma mowy o jakimś brokacie:) Mając go na twarzy wiele razy słyszałam, że mam ładnie rozświetloną buźkę:P Jeżeli powiększycie sobie pierwsze zdjęcie powyżej to już tam widać te błyszczące maleństwa. Ale jeżeli to nie wystarczy to na poniższym zdjęciu zobaczycie je na pewno:)


Widać prawda?:) Ja do jego aplikacji używam gąbeczek, namoczonych  w wodzie, jakoś wolę taki sposób nakładania podkładu, wtedy wszystko ładnie stapia się ze skórą (o ile w przypadku podkładu można tak powiedzieć:)). Na pokrycie całej twarzy wystarczała mi jedna pompka. Podkład Astor łatwo się rozprowadza, nie zasycha zbyt szybko, więc jest dużo czasu na ewentualne poprawki, nie robi plam i co baaardzo ważne dla mnie, nie podkreśla suchych skórek, a takie mi się niestety zdarzają;/ Absolutnie nie wysusza skóry! Ba! nawet ją nawilża, nie czuję w ogóle, że mam coś na twarzy. Utrzymuje się długo, w sumie to po nałożeniu go rano, po południu nadal wygląda bardzo dobrze, wieczorem już troszkę się ściera, ale równomiernie. No i oczywiście bardzo przyjemnie rozświetla:) ja nie potrzebuję matowej cery, w sumie to mnie to  nawet denerwuje, taki całkowity mat na twarzy:) Teraz mi się przypomniała sytuacja z wakacji, kiedy wracając pociągiem razem z moim kolegą zauważyliśmy pewną dziewczynę wychodzącą z toalety, miała niesamowicie rozświetlone, NAOLIWIONE! nogi, ręce, w ogóle wszystko, a twarz matowa jak kartka papieru:) Nie wyglądało to ciekawie:) Koledze też się nie podobało:) 

Ale wracając do tematu:) Zostało do omówienia chyba jeszcze tylko krycie:) Dla osób, które potrzebują dosyć mocnego zatuszowania niedoskonałości, nie będzie to dobry produkt. 


Kiedy jeszcze nie rozumiałam, że podkład ma tylko wyrównać koloryt, a nie całkowicie zakryć naszą skórę też bym pewnie go nie polubiła, mimo, że mam cerę naczynkową, ale krycie jakie daje wystarcza mi absolutnie, kolor mam ładnie wyrównany i nadal widzę swoją skórę;P A na jakieś nielubiane naczynko wystarczy odrobina korektora, w moim przypadku Dermacol.

I to chyba wszystko:) Podsumowując, polecam go jak najbardziej dla osób z suchą cerą i niezbyt dużymi wymaganiami w stosunku do krycia:)