Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kolorówka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kolorówka. Pokaż wszystkie posty

20 stycznia 2015

Sposób na zbyt ciemny podkład

Bardzo często zdarza się nam kupić za ciemny podkład, albo po prostu lato się kończy, opalenizna znika, a podkład pozostaje... No i co teraz, kupić kolejny czy kombinować. Bardzo fajnie sprawdza się mieszanie podkładu z innymi jaśniejszymi, ale np. ja, zimą jestem tak blada, że i tak te najjaśniejsze podkłady okazują się za ciemne :) W zeszłym roku, przypadkiem natknęłam się na biały podkład ze StarGazer, który przeznaczony jest raczej do jakichś gotyckich sesji, albo jeżeli ktoś lubi taki styl na co dzień :) ja zaczęłam mieszać go z innymi podkładami i zaraz powiem jak to zadziałało.


Podkład, hmmm...nie wiem czy go tak nazywać, niech będzie rozjaśniacz, otóż nasz rozjaśniacz jak widzicie ma biały kolor, bez żadnych drobinek, troszkę dziwny, chemiczny zapach, przypomina zapach farby do malowania ścian :) Jest dosyć gęsty, tzn może nie jest gęsty, ale nie ma lejącej, wodnistej konsystencji, coś jak przeciętny podkład. 


Nie polecam rozjaśnianie nim bardzo ciemnych podkładów, bo wtedy będzie potrzebna zbyt duża jego ilość, a niestety przy większych ilościach wygląda źle, ciężko na twarzy, szybko zasycha i tworzy taką nieprzyjemną, sztywną warstwę. Polecam do rozjaśniania o 1-2 tony, wtedy potrzeba niewielkiej ilości i wszystko gra :) 


Łatwo się go miesza (mieszałam z podkładem Bourjois 123 perfect nr 51 light vanilla, Astor lift me up nr 101 rose beige, Maybelline affinitone perfecting+protecting 02 light porcelain i 03 light sand beige), chociaż czasem miałam wrażenie, że nie jest dobrze "zmielony" i ma  małe grudki w sobie, wtedy potrzebne było dokładniejsze mieszanie.


Nie ma pompki niestety i nabiera się go szpatułką, przez co z pewnością pod koniec będą problemy z wydobyciem resztek. Kosztuje ok. 25 zł za 30 ml, do kupienia na allegro i w sklepach internetowych. 

Podsumowując sprawdzi się do rozjaśniania podkładów za ciemnych o 1-2 tony, w przeciwnym wypadku nie polecam.

A wy jak radzicie sobie z za ciemnymi podkładami?



_______________________________________________________
Podobał Ci cię post? Będzie mi miło jeżeli klikniesz:

Zostaniesz followersem:
Instagram

Lub obserwatorem:
  Follow on Bloglovin

23 czerwca 2014

Mój nowy nr 1 wśród podkładów

Mam nową miłość! Ale czy jestem zakochana bez pamięci? O tym za chwileczkę. Każda z nas przechodzi ten etap poszukiwania idealnego podkładu, a zadanie to jest baaardzo ciężkie, wiecie pewnie doskonale. Ja szukam już od kilku lat, w sumie to od kiedy zaczęłam się malować, czyli okres liceum i możliwe, że znalazłam tego jedynego, ale nie zapeszajmy lepiej bo różnie w życiu bywa z tymi miłościami :) mowa o podkładzie Maybelline Affinitone Perfecting + Protecting.


"DLA KOGO?
Dla kobiet, które oczekują perfekcyjnego dopasowania podkładu do odcienia skóry. Niezależnie od rodzaju cery.
DZIAŁANIE

• wysokiej rozdzielczości pigmenty płynnie wtapiają się w Twoją skórę, gwarantując Ci perfekcyjne dopasowanie do odcienia skóry bez efektu maski
• podkład zapewnia 8-godzinne nawilżenie skóry
• formuła zawiera witaminę E i perełki, które zapewniają uczucie świeżości oraz perfekcyjne wykończenie makijażu
• wybierz swój z gamy 8 wspaniałych odcieni
EFEKT

Odkryj swoją skórę na nowo, nawet z bliska!
Skóra wygląda gładko, naturalnie i nieskazitelnie."


To chyba jest jeden z niewielu produktów kosmetycznych, gdzie w 99% zgadzam się z opisem producenta. pewnie ciekawi was gdzie się podział ten 1%? Musicie więc czytać dalej :) Używam tego produktu od jakichś 2 miesięcy, może nawet dłużej. Zakupiłam go bez zastanowienia, przypadkiem, kiedy akurat była promocja bodajże w Rossmanie, nawet nie wiedziałam jakie odcienie oferuje nam producent, więc wzięłam ten który był najjaśniejszy z dostępnych. W promocji kosztował ok. 20 zł, a odcień jaki wybrałam to 03 light sand beige. 


Był to okres jeszcze pozimowej bladej twarzy, więc jak możecie się domyślić okazał się za ciemny. Miałam go wtedy kilka razy na sobie, ale tak mi się spodobał, że poleciałam szukać jaśniejszego odcienia i kupiłam 02 light porcelain. No i już było idealnie. Zakochałam się w nim, no po prostu przepadłam, a za taką cenę to już w ogóle! Teraz używam już 03, bo udało się opalić mordkę. Pierwszy podkład, który naprawdę stapia się z cerą (wiem, wiem, to nie jest możliwe, ale wiecie co mam na myśli:)) po prostu go nie widać, a koloryt mamy wyrównany. 


Jeżeli nie mamy suchych skórek to nie widać go nawet z bliska. Wygląda bardzo naturalnie, żadnej maski, a to co trzeba jest zakryte. Ja nie mam większych problemów do zakrycia, a z moimi naczynkami już się pogodziłam (o polubieniu to nigdy nie będzie mowy), wolę, żeby było je delikatnie widać, niż mieć tapetę na twarzy, więc dla mnie krycie odpowiednie, tak dla orientacji to powiedzmy, że średnie, na większe zmiany potrzebny korektor. Pachnie neutralnie, konsystencja jest baaaardzo lejąca i to mi odpowiada, ale niestety przez to, a może to wina opakowania(?), podkład rozlewa się po zakrętce i za to odejmuje ten 1% :). 

Wiele dziewczyn go sobie chwali i nie wiem dlaczego do tej pory go nie wypróbowałam. Podejrzewam, że na przekór, bo nie lubię produktów, których reklamy w telewizji widzę co chwilę, bo z reguły się u mnie nie sprawdzają i moje pieniądze idą właśnie na reklamę. Tutaj się pomyliłam.

Jak u Was z Affinitone, znacie, używacie, lubicie czy nienawidzicie? :)


_______________________________________________________
Podobał Ci cię post? Będzie mi miło jeżeli klikniesz:
Lub zostaniesz obserwatorem:
  Follow on Bloglovin

6 marca 2014

Ulubieńcy lutego - kolorówka

Posty z ulubieńcami pojawiają się u mnie rzadko, ale nie zmieniam kosmetyków zbyt często, więc nie byłoby co pokazywać :) ale postaram się to zmienić i raz na miesiąc, lub ewentualnie raz na dwa miesiące, pokazywać będę Wam moje ulubione kosmetyki. 


Dziś mamy kolorówkę, nad pielęgnacją zastanowię się jutro, ale nie obiecuję notki, bo zbyt wiele kosmetyków mnie nie urzekło w lutym. Podejrzewam, że przynajmniej dwa kosmetyki z tej grupki będą Wam dobrze znane, reszta mogła się obić o uszy i oczy :)



Pierwszym ulubieńcem, o którym już wspominałam jest cień Earthnicity - Royal. Piękny głęboki, chabrowy kolor, ostatnio jestem zakochana w takich odcieniach. Więcej TUTAJ.


Pod dwójeczką kryje się również kosmetyk Earthnicity - puder Silk Glow w odcieniu 'Light', pięknie rozświetlający, z maleńkimi drobinkami. Więcej o nim TUTAJ.  

I ostatni z grupy Earthnicity - podkład (tutaj odcień Natural Light, jednak stosowałam go mieszając z próbką odcienia Alabaster, wtedy było idealnie). Więcej TUTAJ.
Rimmel Lasting Finish Matte by Kate Moss nr 101. Wiem, że spora część z Was je zna, ja póki co mam jeden odcień i kocham go jak nie wiem co :) śliczny, chłodny róż, długo utrzymujący się na ustach, a co najważniejsze daje piękny matowy efekt, który ostatnio ubóstwiam na ustach, chyba minęła era na błysk na ustach. Więcej TUTAJ.

Piątkę na pewno znacie, tego jestem pewna. Pomadka nawilżająca Wibo Eliksir, nr 07. śliczny, tym razem ciepły róż, niestety długo się nie utrzymuje, nawet powiedziałabym, że bardzo króciutko, ale i tak ją lubię. Żeby nawilżała też nie powiem, ale od tego są balsamy. 
Mój nowy nabytek, kredka do brwi od Catrice. Dostępne są 3 odcienie, ja wybrałam najciemniejszy 030 Brow-n-eyed Peas. Zakochałam się w niej, bo nie zrobimy sobie nią krzywdy, a dorysujemy delikatne włoski i przyciemnimy brwi, jednak musi być dobrze zaostrzona. Do tej pory używałam cieni, ale teraz ta kredka będzie moim nr 1!


Którzy z moich milusińskich należą także do Waszych ulubieńców?


_______________________________________________________
Podobał Ci cię post? Będzie mi miło jeżeli klikniesz:
Lub zostaniesz obserwatorem:
  Follow on Bloglovin

1 marca 2014

Denko pana lutego

Nie robię tych postów regularnie, wiem, wiem, ale jest tego bardzo prosta przyczyna, po prostu zapominam i wywalam puste opakowania zanim zdążę im zrobić zdjęcie :) musicie mi wybaczyć :) ale zostawiłam sobie specjalne pudełeczko, w którym głęboko w szafie będę chomikowała moje pustaczki, no i tym sposobem mam nadzieję, że będzie udawało mi się denkować na blogu co miesiąc. Przechodząc do rzeczy.


Są i ulubieńcy, są i średniaki no i bubelki, więc każdy znajdzie coś dla siebie :D Większość to pielęgnacja, bo jakoś szybciej je zużywam smarując się od góry do dołu, jeden rodzynek z kolorówki i czarodziejskie perfumy za grosze.



No i zaczynamy właśnie od zapachu. Są to śliczne perfumki z Rossmana za jakieś 22 zł, śmieszna cena nie? A jak pięknie pachną! Dla przybliżenia zapachu, to jeżeli ktoś zna, jest to zamiennik Euphorii Calvina Kleina. Za taką cenę będą idealne do psikania się w większych ilościach bez wyrzutów sumienia. Więcej o nim TUTAJ
Naturalna oliwka do masażu z olejem z oliwek Ziaja, oliwka która początkowo polubiłam, ale zaczęła mnie denerwować po jakimś czasie, po pierwsze zapach bo za oliwkami nie przepadam, niestety ma parafinę na pierwszym miejscu i mimo, że nie jestem na nią wrażliwa to wyskakiwali mi nieprzyjaciele na udach! Nie polecam. Cena ok 19 zł za 500 ml.
Lactacyd to mój najukochańszy płyn do higieny intymnej, pięknie pachnie, jest bardzo wydajny, ma przyjemną konsystencję. Może jest odrobinę droższy niż np. płyny z Ziaji, ale można go często spotkać w promocji za jakieś 14 zł za 400 ml.  
Pianka Isana, której używam chyba jedynie do przygłaskania moich odstających baby hair, bo kiedy zwiążę włosy wyglądam jakbym miała rogi. Tutaj daje radę. Nie no, żeby nie skłamać używałam jej kilka razy do podtrzymania moich pseudo-loków, też dawała radę, więc myślę, że dla mało wymagających, za te kilka zł, można sprawdzić.
Antyperspirant w kremie Ziaja, mój ukochany, ślicznie pachnie, orzeźwiająco, działa jak ma działać, również niewiele kosztuje bo jakieś 6 zł w Rossmanie. Są jeszcze 3 wersje, ale jakoś żadna nie przypadła mi do gustu, wiem że jeden ma taki kremowy zapaszek, jeden nie ma żadnego i jest jeszcze jakiś, ale nie pamiętam.
Garnier HydraAdapt lekko nawilżający. Używałam go jakiś czas temu, zaczęłam testować coś innego i o nim zapomniałam, leżał sobie grzecznie i czekał, w lutym go wykończyłam bo już denerwowała mnie ta poskręcana tubka na biurku. Więcej o nim TUTAJ.
Podkład L'oreal True Match, została mi resztka i w lutym go wykończyłam. Fajny o bardzo płynnej konsystencji, ale bardzo szybko zasychał. Miałam najjaśniejszy N1, z przyjemnymi beżowymi tonami, ładnie krył, ale przy suchej cerze musiałam się pilnować z odpowiednim nawilżeniem, przydał mi się tez do rozjaśniania i "odróżowiania" innych podkładów.
Krem do stóp z Biedronki, który męczyłam całe wieki bo to totalna masakra, wodnisty, zero nawilżenia nawet w kilkucentymetrowej warstwie, nieprzyjemnie pachnie i nie warto wydać na niego nawet tych kilku zł.

Bardzo przyjemny krem do rąk Decubal, dosyć drogi, ale dla suchych łapek warto spróbować, dokładnie nawilżał i wygładzał łapki, więcej o nim TUTAJ.
Znany każdemu żel pod prysznic Isana, tutaj wersja marakuja i kokos, już chyba wypróbowałam wszystkie zapachy i nie spotkałam się raczej z jakimś nieprzyjemnym, dla mnie zapach jest tutaj bardzo ważny, bo że myje to wiadomo :) Kupuję nagminnie bo jest mega tani i mega przyjemny :) 
I na koniec saszetkowa pierdółka, maseczka nawilżająca to twarzy i szyji Malwa. Na nogi mnie nie powaliła, taka zwyczajna, w sumie to nie wiem co mam Wam o niej powiedzieć :) coś tam nawilżała, ale bez szału.


Który z moich zdenkowanych towarzyszy miałyście okazję stosować?
Udaje Wam się robić denko regularnie co miesiąc?


_______________________________________________________
Podobał Ci cię post? Będzie mi miło jeżeli klikniesz:
Lub zostaniesz obserwatorem:
  Follow on Bloglovin

25 lutego 2014

Ulubieńcy Earthnicity: puder-Silk Glow Light oraz cienie-Royal i Tarnished

Wczoraj wspominałam Wam o mojej nowej miłości Earthnicity, a dziś będzie jakby kontynuacja tego postu, ponieważ ulubieńców jest w sumie 3. Drugim w kolejności jest puder rozświetlający Silk Glow Light, który skradł moje serce od pierwszej chwili, podkład musiał troszkę na ten zaszczyt zaczekać :) Ostatnim ulubieńcem jest jeden z cieni do powiek - Royal, w pięknym chabrowym kolorze. No i przy okazji wspomnę Wam jeszcze o drugim cieniu - Tarnished.


"Puder mineralny Silk Glow Earthnicity może być stosowany na podkład lub samodzielnie. Nasz jedwabisty puder nadaje skórze delikatnego blasku i pozwala uzyskać efekt gładkiej, nieskazitelnej i rozświetlonej cery. Może być używany jako puder utrwalający na podkład lub jedynie dla rozświetlenia skóry nie pokrytej podkładem.
Każdy słoiczek pudru utrwalającego Silk Glow zawiera około 4,5 grama produktu. Słoiczki zaopatrzone są w sitka."
Cena detaliczna 74,99 zł

JAK STOSOWAĆ:
"Po nałożeniu podkładu przy pomocy pędzla do pudru rozprowadź Earthnicity Silk Glow Powder równomiernie na całej twarzy. Puder ten może być również użyty dla rozświetlenia oczu i policzków.

Silk Glow* Finishing Powders (Light, Medium, Dark)
SKŁAD: Mica, Titanium Dioxide, Zinc Oxide, Kaolin Clay, Boron Nitride, Iron Oxides 
(Silk Glow Dark contains Ultramarine Blue)
**Nazwa Silk Glow oznacza jedynie jedwabistą konsystencję i strukturę pudru oraz jedwabisty efekt jaki pozostawia na skórze. Nie dodajemy do naszych produktów naturalnego jedwabiu (ang. silk), ponieważ jest to produkt pochodzenia zwierzęcego."

MOJA OPINIA: 
Mój puder ma pojemność 2,5 g i jak inne sypkie produkty Earthnicity ma wygodny, elegancki, odkręcany słoiczek. Przez dziurki w sitku z łatwością można wydobyć puder na wieczko. Puder ma oczywiście sypką konsystencję, ale odrobinę się osypuje podczas aplikacji, jeżeli nie strzepiemy porządnie nadmiaru produktu z pędzla. 

Skoro jest to puder rozświetlający, to oczywiście posiada świetliste drobinki, ale nie jest to żaden brokat, to bardzo delikatne malusieńkie błyskotki, które pięknie rozświetlają twarz. Nie są nachalne i nie zrobimy sobie nim krzywdy, na pewno nie będzie efektu bombki, więc spokojnie :) Moja cera rozświetlenia potrzebuje i po zmatowieniu jej podkładem mineralnym i nałożeniu tego pudru wygląda bardzo zdrowo i świeżo. 
Stosuję go także jako rozświetlacz, wtedy nakładam jego większą ilość na szczyty kości policzkowych i już jest pięknie :)

No i to by było na tyle jeżeli chodzi o puder, ale to jeszcze nie koniec moich wywodów, teraz czas na cienie do powiek :) Chciałam wypróbować wersję rozświetlającą i matową, więc wybrałam po jednym z nich. Matowym osobnikiem jest piękny chaber o nazwie Royal, natomiast wersja rozświetlająca to już brązowy Tarnished.

"Cienie mineralne Earthnicity są niezwykle trwałe, a ich kolory zachwycają nasyceniem naturalnych barw. Dostępne są w wielu wyjątkowych odcieniach.
Nasze cienie do powiek zapakowane są w 3 ml słoiczki z sitkiem, w których znajduje się około 1,2 g produktu."
Cena detaliczna 31,99 zł

SKŁAD: Mica, Titanium Dioxide, Kaolin Clay, Silica, Iron Oxides, Niektóre cienie zawierają: Manganese Violet, Ultramarine Blue, Ultramarine Violet, Chromium Oxide Green.
Poniżej macie wszystkie odcienie jakie są obecnie dostępne w ofercie sklepu, mam jeszcze kilka perełek, które chciałabym mieć w swojej kosmetyczce, bo większość z nich ma naprawdę ciekawe kolorki.

MOJA OPINIA:
Jeżeli chodzi o opakowanie to niczym się one od pozostałych nie różnią, no może wielkością, tutaj mamy 1,2 g produktu. W sitku mamy malutkie dziureczki, ale na wydobycie cienia wystarczające. Słoiczek jest mocny, twardy, więc nie powinien się tak łatwo rozbić, ale uważać trzeba, łatwo się je odkręca i zakręca. Aha i póki co, z żadnego opakowania nie zdzierały się napisy, mam je od niedawna, ale gdyby była to słaba jakość to pewnie już troszkę by "wypłowiały" ":) jednak nadal są nienaruszone.

Royal to mój matowy przyjaciel :) Ma naprawdę przepiękny kolor, głęboki granatowo-chabrowy. Jego pigmentacja jest niesamowita co zobaczycie na poniższym zdjęciu, troszkę osypuje się podczas aplikacji, więc trzeba nakładać go małymi partiami i ostrożnie, ale wybaczam mu to, chyba większość sypkich cieni tak się zachowuje. Utrzymuje się bardzo długo, a nałożony na mokro jeszcze dłużej :) Rzadko kiedy używam bazy pod cienie, no chyba, że na imprezy, ale na moich suchych powiekach się nie roluje i nie zbiera w załamaniach, oczywiście w granicach rozsądku, po całym dniu już troszkę tak :)

Tarnished to wersja rozświetlająca, ciemny głęboki brąz, ale nie taki oczywisty brąz, na pewno nie jest to odcień ciepły, idzie w kierunku chłodnego z domieszką szarości? Ciężko mi określić bo nie jest to typowy brązowy brąz :) Ma w sobie drobinki, ale tak jak i w przypadku pudru nie są to kawały brokatu, a przyjemna bardzo świetlista tafla. Pięknie wygląda w wieczorowym makijażu, również się odrobinę osypuje i tak jak w przypadku Royala, utrzymuje się długo na powiekach w nienaruszonym stanie. Lubię go, ale nie uwielbiam tak jak poprzednika ze względu na kolor, troszkę nie przemawia do mnie :)

Poniżej pokażę Wam jak wyglądają swatche obu osobników, oraz makijaż z użyciem cienia Royal, miałam też dla Was dzisiejszy makijaż z tym ciekawym brązem, ale niestety było już późno i światło nie pozwoliło mi uchwycić kolorów, dlatego wolałam darować sobie umieszczanie słabej jakości zdjęcia ;/




Który cień podoba Wam się najbardziej? Może miałyście już któryś z nich :)

Tutaj macie odnośnik do strony z aktualnymi promocjami na stronie Earthnicity, na pewno każdy znajdzie coś dla siebie bo okazji jest sporo :)

_______________________________________________________
Podobał Ci cię post? Będzie mi miło jeżeli klikniesz:
Lub zostaniesz obserwatorem:
  Follow on Bloglovin