Pokazywanie postów oznaczonych etykietą balsam brązujący. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą balsam brązujący. Pokaż wszystkie posty

3 września 2015

Zestaw na plażę Soraya

Będzie to recenzja zbiorcza 3 produktów do opalania marki Soraya. Nie ma sensu rozbijać ich na osobne wpisy, bo to i tak już troszkę późna pora jak na taką notkę, ale powiem Wam jak te produkty sprawdziły się u mnie w sezonie letnim. Komuś pewnie przyda się to przed kolejnym sezonem, a może w tym roku nie byliście jeszcze na urlopie (jak ja).


Starter, przyspieszacz, utrwalacz czyli 3w1, ale czy to działa? I tak i nie. Miękka, elastyczna tuba, wygodna w użytkowaniu, a w środku orzechowy kremik, nie nie pachnie orzechami:) a szkoda... Konsystencja typowo balsamowa, delikatnie pachnie, przypominając kosmetyki do opalania.


Wygodne otwieranie, nic mi się nie urwało:) Używałam go na co dzień, jako zwykły balsam, czyli sprawdzając obietnicę startera i utrwalacza oraz jako przyspieszacz, przed opalaniem i nałożeniem filtra. Po pierwsze jest to fajny nawilżać, więc jeśli komuś nie będzie odpowiadał jako przyspieszenie w zdobywaniu opalenizny, to spokojnie można go wykorzystać jako zwykły balsam. Wchłania się ekspresem i pozostawia skórę przyjemną w dotyku.


Nie zauważyłam, żeby przyciemnił moją skórę, nie jest to balsam brązujący, a dla mnie nawet balsamy brązujące dają mały efekt to jak miałam dojrzeć przyciemnienie w tym przypadku? Zaraz przed opalaniem smarowałam nim przede wszystkim łydki, które za cholerę nie chcą się opalić, też tak macie??? I zauważyłam przyspieszenie w ich brązowieniu, więc w tym wypadku jak najbardziej się sprawdził, A co to ostatniej funkcji, czyli przedłużenia opalenizny to produkt ma działać tak jak w przypadku opcji nr 1, a że moja opalenizna znika jak sen złoty, to znikała razem z balsamem:)


Następny w kolejce jest balsam do opalania z filtrem, niskim bo niskim, 10, ale dla mnie jest odpowiedni. Podczas opalania dokładałam go co godzinę i wracałam z plaży ze złotą opalenizną i bez żadnych oparzeń, pięknie. Oczywiście gdyby nie to, na pewno byłabym czerwona jak raczek:) Co do tej wodoodporności to nie byłabym taka przekonana, każdy niby wodoodporny balsam po części zniknie po wejściu do wody.


Wiem, że większość nie lubi niskich filtrów, ale ja przy wyższym nić 15 się nie opalam, nawet po całym dniu na słońcu. Ostatnio w ogólę rezygnuję z opalania na rzecz lżejszych samoopalaczy i balsamów brązujących, wiec nie krzyczcie:)


I na koniec cudak nad cudakami. Nie mam pojęcia o czym myślał producent tworząc coś takiego, o imprezach w remizie???:D Użyłam go jeden jedyny raz i żałowałam, świeciłam się jak kula dyskotekowa i za cholerę nie mogłam się tego pozbyć. Kawały chamskiego brokatu, żadne złociste drobinki tylko brokat, co możecie zobaczyć poniżej. Żadnych odczuć po jego zastosowaniu nie mam bo jedyna styczność z nim polegała na nałożeniu i zmyciu, ehhh, na razie sobie leży, ale pewnie wyląduje w koszu:)



Podsumowując, gdyby nie ten ostatni osobnik, całość wypada całkiem fajnie i można spokojnie polecać :)




_______________________________________________________
Podobał Ci cię post? Będzie mi miło jeżeli klikniesz:

Zostaniesz followersem:
Instagram

Lub obserwatorem:
  Follow on Bloglovin

28 października 2014

Samoopalacz bez smrodu? Możliwe

Samoopalaczy nie używałam nigdy, ale z balsamami brązującymi mam spore doświadczenie, niestety każdy miał tę samą wadę, śmierdział jak jasna cholera, jedne oczywiście mniej inne nie do wytrzymania. Dlatego własnie myślałam, że z samoopalaczem będzie jeszcze gorzej, ale że trafiła się okazja wypróbowania ciekawie zapowiadającego się "śmierdziuszka" to skorzystałam. Samoopalacz do twarzy i ciała Sunbrella marki Dermedic.


Wiemy dobrze, że promienie słoneczne w niewielkiej ilości są jak najbardziej wskazane, jednak zbyt duża ich ilość może poważnie zaszkodzić naszej skórze, tak samo solarium. Dlatego lepszym rozwiązaniem jest stosowanie balsamów i samoopalaczy, trzeba jednak robić to umiejętnie.
Składniki aktywne: DHA + erytruloza, Masło kakaowe, Olej migdałowy, Masło Shea, Oxynex K, Alantoina, Gliceryna, Woda termalna. 
  • Zapewnia szybką, równomierną i długotrwałą opaleniznę bez kontaktu z promieniami słonecznymi
  • Poprawia kondycję skóry, zapobiegając utracie jędrności
  • Głęboko odżywia i regeneruje skórę
  • Dla każdego typu i odcienia skóry twarzy i ciała
  • Pierwsze efekty powstają po 2 h
  • Utrwalenie kolorytu skóry po 24 h
  • Hypoalergiczny
Pojemność: 100 g
Cena: ok. 24 zł


Opakowanie to mięciutka tuba, bez problemu wszystko z niej wyciśniemy. Konsystencja jest w sam raz, nie za lekka, nic się nie rozlewa między palcami, ani też nie będzie problemy z rozsmarowaniem. Pachnie przyjemnie, przypomina mi jakiś kosmetyk do opalania, ale nie przypomnę sobie który:)

I teraz najważniejsze, wiadomo, że w pierwszej chwili to każdy kosmetyk samoopalający pachnie ładnie, a po kilku godzinach...klapa. Tutaj na szczęście tak nie ma i ja byłam w ogromnym szoku, on prawie w ogóle nie śmierdzi! Minimalnie da się wyczuć ten charakterystyczny zapach, ale nie wali po nozdrzach. Z innymi balsamami brązującymi, po jednej nocy śmierdziała mi cała piżama i pościel, teraz nic a nic :) I za to go uwielbiam!


Po jednym użyciu nie widziałam żadnego efektu, ale już drugie smarowanie delikatnie mnie opaliło, więc nie jest to natychmiastowe działanie jak po opalaniu natryskowym (i dobrze!). Dlatego jak dla mnie to działa on jak balsam brązujący, a nie samoopalacz :) Stosowałam go 3 dni pod rząd, a później co 2-3 dni. Efekt był zadowalający, nie był to brąz w pięknym czekoladowym odcieniu :P a raczej taka złocista opalenizna, nie robi plam, mimo, że nie specjalnie przykładałam się do jego rozsmarowywania. 


Ale jak z każdym tego typu produktem warto od razu wymyć łapki, ja raz tego nie zrobiłam i rano obudziłam się żółciutkimi paluszkami :) i nie pomagało żadne mycie :P Nie stosowałam go na twarz bo boję się takich produktów używać do buzi, mimo iż również takie jest jego przeznaczenie, ale wiem, że dziewczyny były zadowolone z efektu jaki daje na twarzy. 

Schodzi równomiernie, ale ja robię co kilka dni regularne peelingi, więc pewnie miało to duży wpływ. Jego chyba jedyną wadą jest malutka pojemność :( do twarzy by jak najbardziej wystarczyło, aż za dużo, jednak do wysmarowania całego ciała...szybko go zabraknie. Ja używałam go na nogi pośladki i brzuch i połowa opakowania zniknęłam po jakichś 7 aplikacjach. 

A jakie jest Wasze doświadczenie z samoopalaczami?

Jutro zapraszam Was na konkurs z Dermedic :)



_______________________________________________________
Podobał Ci cię post? Będzie mi miło jeżeli klikniesz:
Lub zostaniesz obserwatorem:
  Follow on Bloglovin

8 stycznia 2013

RECENZJA: Najlepszy balsam brązujący jaki miałam

Wiadomo, że takie brązujące mazidła są o wiele lepsze dla skóry niż leżenie plackiem na słońcu, ale raczej mało kto potrafi oprzeć się takiej pokusie:P. Dla mnie samoopalacze są zbyt ryzykowne dlatego wybieram balsamy, w tym roku postawiłam na Ziaja Sopot, balsam brązujący, relaksujący. 


Używałam go zaraz po sezonie letnim, żeby trochę podtrzymać opaleniznę, która u mnie pojawia się baaardzo opornie, niestety;/


Od producenta:
Nadaje skórze równomierny odcień opalenizny bez narażania jej na  szkodliwe działanie promieni słonecznych. Intensywnie nawilża naskórek oraz zwiększa zdolność do zatrzymywania wody. Chroni przed działaniem wolnych rodników odpowiedzialnych za starzenie się skóry. Łagodzi podrażnienia i likwiduje uczucie szorstkości, wyraźnie wygładza i uelastycznia skórę.


Moja opinia:
Balsam dostajemy w zwykłej, plastikowej, nieprzezroczystej butelce o pojemności 300ml. Konsystencja jest  średnio gęsta, ale nie ma problemu z rozsmarowaniem jej na skórze, wchłania się dosyć szybko (zaczynam od nóg i zanim dojdę do góry to nogi są już suchutkie:)). Kolor kremowy z bardzo delikatnym odcieniem pomarańczowym:) 


Zapach, czyli jedna z bardzo ważnych cech tego typu kosmetyków. Początkowo oczywiście bardzo przyjemny, świeży, delikatny, ale po jakimś czasie zaczyna ulatniać się ten samoopalaczowy smrodek:) ale muszę powiedzieć, ze jest to o wiele mniej wyczuwalny zapach niż w balsamach brązujących, które do tej pory stosowałam (Dove, Nivea, Lirene). Zawsze stosuję je przed snem, ale np używając Dove nie mogłam zasnąć z tym zapachem, coś okropnego, tutaj już nie ma takich problemów. Czuć ale mniej, no i piżama już tak nie wali następnego dnia:P Trzeba go umiejętnie rozsmarowywać jak każdy "brązerek" ale przyznam, że jest łatwiejszy w obsłudze niż poprzednicy, wystarczy niewielka ilość, żeby się od stóp do głów wypaćkać. No i efekty. Bardzo ładnie brązuje, ale według mnie nadaje się tylko na ciało, już troszkę opalone, dla bladziochów może być zbyt "drastyczny":) Efekt widać już po drugim użyciu i nie jest to absolutnie paskudny pomarańcz, a fajny delikatny brązik. Trzeba pamiętać, żeby uważać z nim przy smarowaniu kolan i łokci i umyć łapki zaraz po wysmarowaniu bo mogą być problemy:) Ja raz zapomniałam i następnego dnia miałam marchewkowe dłonie i za cholerę nie dało się tego wyszorować:):) Równomiernie się zmywa, nie zostawia plam.

I to by było na tyle. Obecnie go nie stosuję bo zbladłam jak Eskimoska:P A jaki jest Wasz ulubiony balsam? 

A teraz uciekam kręcić Hula-Hopem:P

8 września 2012

MIX: Paczuchy czekające na mój powrót + mały zakup


Wczoraj wróciłam z Katowic, a w domu czekały na mnie już 3 przesyłki (jednej nie ma na zdjęciu, bo ją otworzyłam i wyrzuciłam opakowanie zanim zrobiłam fotkę;])

Od razu bardzo Was przepraszam, że tak długo nie pisałam, ale zwyczajnie nie miała czasu, spotkania ze znajomymi, poszukiwanie mieszkania, pakowanie, składanie papierów na drugi stopień, pół poniedziałku i pół piątku spędzone w podróży, więc nie dałam rady nic naskrobać na blogu, dzisiaj zaczynam nadrabianie:)

Jeżeli kogoś to będzie ciekawiło, to mieszkanie studenckie znalazłam, nie jest jakieś super, ale ma swój klimat, jest przytulne, no i jedna z dziewczyn, która w nim mieszka zrobiła na mnie bardzo pozytywne pierwsze wrażenie, mam nadzieję, że się ono nie zmieni:) wiadomo, mieszkać z sympatycznymi ludźmi to chyba najważniejsze, a w poprzednim mieszkaniu nie do końca mogłam tego doświadczyć:) dlatego bardzo się cieszę,  że się wyprowadzam! 

Zaczynamy:) W tym dużym pudle były...:

Żele Veet do depilacji na ciepło, które wygrałam w rozdaniu na blogu Polskie Blogi Kosmetyczne. Bardzo się ucieszyłam, kiedy zobaczyłam zawartość bo otrzymałam, jak widzicie, dwa żele, myślałam, że będzie jeden:) na dodatek w zestawie nie było żelu aloesowego, to też super bo nie przepadam za tym zapachem;P
Jeszcze nie otwierałam, jedynie zerknęłam pod wieczko gdzie była szpatułka z termometrem i paski do depilacji. Do zestawu dołączona była też instrukcja napisana po polsku i płytka (nie sprawdzałam jeszcze co na niej jest:P)
Jak tylko zapuszczę kłaczki, powiem Wam jak działają:)

Kolejna paczka (ta której nie ma na zdjęciu:)) to nagroda niespodzianka, którą wygrałam jakiś czas temu w rozdaniu na jednym z blogów:


W środku ślicznego, cukierkowego opakowania znalazły się 3 mini lakiery do paznokci, kolczyki i 2 próbki szamponu do włosów:)




Będąc w Katowicach skoczyłam szybko do Rossmana po balsam brązujący Ziaja.
Chciałam go kupić od dawna czytając wiele pozytywnych opinii na wizażu, bo w każde lato tylko się wkurzam, kiedy leżę przy każdej okazji na słonku, a i tak nie jestem opalona, dlatego zdecydowałam się na balsam brązujący. Stosowałam już kilka i do każdego miałam ten sam zarzut, kolor jaki dawały był zbyt pomarańczowy, mam nadzieję, że po tym tak nie będzie. Zobaczmy jak będzie się sprawował.
Kosztował 11,99zł 

Może miałyście już jakieś doświadczenia z tym balsamem, lub z jego starą wersją?? 



No i na koniec przesyłka niespodzianka, o której niedługo napiszę więcej, teraz tylko mała zapowiedź:)

Więcej o tym produkcie w poniedziałek:) a niedługo także recenzja zestawu Eva Natura Bawełna&Brzoskwinia