Nie robię tych postów regularnie, wiem, wiem, ale jest tego bardzo prosta przyczyna, po prostu zapominam i wywalam puste opakowania zanim zdążę im zrobić zdjęcie :) musicie mi wybaczyć :) ale zostawiłam sobie specjalne pudełeczko, w którym głęboko w szafie będę chomikowała moje pustaczki, no i tym sposobem mam nadzieję, że będzie udawało mi się denkować na blogu co miesiąc. Przechodząc do rzeczy.
Są i ulubieńcy, są i średniaki no i bubelki, więc każdy znajdzie coś dla siebie :D Większość to pielęgnacja, bo jakoś szybciej je zużywam smarując się od góry do dołu, jeden rodzynek z kolorówki i czarodziejskie perfumy za grosze.
No i zaczynamy właśnie od zapachu. Są to śliczne perfumki z Rossmana za jakieś 22 zł, śmieszna cena nie? A jak pięknie pachną! Dla przybliżenia zapachu, to jeżeli ktoś zna, jest to zamiennik Euphorii Calvina Kleina. Za taką cenę będą idealne do psikania się w większych ilościach bez wyrzutów sumienia. Więcej o nim TUTAJ
Naturalna oliwka do masażu z olejem z oliwek Ziaja, oliwka która początkowo polubiłam, ale zaczęła mnie denerwować po jakimś czasie, po pierwsze zapach bo za oliwkami nie przepadam, niestety ma parafinę na pierwszym miejscu i mimo, że nie jestem na nią wrażliwa to wyskakiwali mi nieprzyjaciele na udach! Nie polecam. Cena ok 19 zł za 500 ml.
Lactacyd to mój najukochańszy płyn do higieny intymnej, pięknie pachnie, jest bardzo wydajny, ma przyjemną konsystencję. Może jest odrobinę droższy niż np. płyny z Ziaji, ale można go często spotkać w promocji za jakieś 14 zł za 400 ml.
Pianka Isana, której używam chyba jedynie do przygłaskania moich odstających baby hair, bo kiedy zwiążę włosy wyglądam jakbym miała rogi. Tutaj daje radę. Nie no, żeby nie skłamać używałam jej kilka razy do podtrzymania moich pseudo-loków, też dawała radę, więc myślę, że dla mało wymagających, za te kilka zł, można sprawdzić.
Antyperspirant w kremie Ziaja, mój ukochany, ślicznie pachnie, orzeźwiająco, działa jak ma działać, również niewiele kosztuje bo jakieś 6 zł w Rossmanie. Są jeszcze 3 wersje, ale jakoś żadna nie przypadła mi do gustu, wiem że jeden ma taki kremowy zapaszek, jeden nie ma żadnego i jest jeszcze jakiś, ale nie pamiętam.
Garnier HydraAdapt lekko nawilżający. Używałam go jakiś czas temu, zaczęłam testować coś innego i o nim zapomniałam, leżał sobie grzecznie i czekał, w lutym go wykończyłam bo już denerwowała mnie ta poskręcana tubka na biurku. Więcej o nim TUTAJ.
Podkład L'oreal True Match, została mi resztka i w lutym go wykończyłam. Fajny o bardzo płynnej konsystencji, ale bardzo szybko zasychał. Miałam najjaśniejszy N1, z przyjemnymi beżowymi tonami, ładnie krył, ale przy suchej cerze musiałam się pilnować z odpowiednim nawilżeniem, przydał mi się tez do rozjaśniania i "odróżowiania" innych podkładów.
Krem do stóp z Biedronki, który męczyłam całe wieki bo to totalna masakra, wodnisty, zero nawilżenia nawet w kilkucentymetrowej warstwie, nieprzyjemnie pachnie i nie warto wydać na niego nawet tych kilku zł.
Bardzo przyjemny krem do rąk Decubal, dosyć drogi, ale dla suchych łapek warto spróbować, dokładnie nawilżał i wygładzał łapki, więcej o nim TUTAJ.
Znany każdemu żel pod prysznic Isana, tutaj wersja marakuja i kokos, już chyba wypróbowałam wszystkie zapachy i nie spotkałam się raczej z jakimś nieprzyjemnym, dla mnie zapach jest tutaj bardzo ważny, bo że myje to wiadomo :) Kupuję nagminnie bo jest mega tani i mega przyjemny :)
I na koniec saszetkowa pierdółka, maseczka nawilżająca to twarzy i szyji Malwa. Na nogi mnie nie powaliła, taka zwyczajna, w sumie to nie wiem co mam Wam o niej powiedzieć :) coś tam nawilżała, ale bez szału.
Który z moich zdenkowanych towarzyszy miałyście okazję stosować?
Udaje Wam się robić denko regularnie co miesiąc?
_______________________________________________________
Podobał Ci cię post? Będzie mi miło jeżeli klikniesz:
