Jak niektórzy z Was wiedzą zmagam się z naczynkami, a raczej z cera naczynkową, bo na szczęście (odpukać) nie dopuściłam do pękania naczynek ( no dobra dwa malutkie mam, ale maluteńkie:)). Już w sumie się z tym pogodziłam i nauczyłam zmniejszać widoczność zaczerwienień. Poza tym mam cerę wrażliwą i suchą i jedynym wyjściem dla mnie są peelingi enzymatyczne. Dzisiaj powiem Wam o moi ostatnim saszetkowym peelingu od Bielendy.
Dostajemy 2 saszetki za około 3 zł, mnie to wystarcza na 4 użycia. Peeling ma postać bardzo delikatnego żelu, o prawie niewyczuwalnym zapachu, bez problemu się go rozprowadza, zostawiam go na około 10-15 minut i zmywam ciepłą wodą. Nie podrażnił mojej suchej skóry, ale idealnym peelingiem nie jest. Nie radzi sobie z większymi przesuszeniami. Zdarzają mi się suche skórki i peeling nie do końca je likwiduje. Powiedzmy, że działa na 50 %, ale ja potrzebuję 100% działania, więc więcej go nie kupię.
Jakich peelingów Wy używacie? Potrzebujecie enzymatycznych czy możecie trzeć skórę drobinami?:)