Ja mam pewne fazy w dbaniu o włosy, niestety nie jestem w tym systematyczna. Systematyczność pojawia się dopiero w momencie kiedy widzę, że coś jest nie tak i włosy proszą o pomoc. Akurat w okresie wzmożonej dbałości pojawiła się u mnie ANNA i jej nafta z atomizerem z biopierwiastkami.
"Jest znana od wielu lat jako naturalny środek do pielęgnacji włosów oraz jako środek leczniczy zwalczający dolegliwości skóry głowy i włosów, posiada właściwości odżywcze.
Nafta którą posiadamy jest jedną z najlepszych na świecie. Pochodzi z Karpat - terenów górskich, czystych ekologicznie. Po wydobyciu poddawana jest wielokrotnej destylacji.
Najczęstszą dolegliwością, która nas nęka jest łupież. W Polsce według danych naszej firmy boryka się z nim ponad połowa mieszkańców. Dolegliwość ta polega na łuszczeniu się naskórka głowy. Zdrowa skóra odnawia się co 28 dni. Młode komórki powstają w głębszych warstwach skóry i przesuwają się ku górze. Skóra stara się zrobić miejsce młodym komórkom na powierzchni - wówczas widzimy białe spadające płaty. Mimo wszystko łupież można pokonać stosując systematycznie naftę kosmetyczną do włosów"
Nafta jest to produkt co do którego mam mieszane uczucia. Udawało mi się stosować ją regularnie, jednak pewien znaczący "szczegół" sprawiał, że nie było to do końca przyjemne.
Zaczynając od początku. Naftę otrzymujemy w plastikowej buteleczce z atomizerem i owy atomizer jest od jakiegoś czasu nowością wśród naft firmy ANNA. W przypadku stosowanie bezpośrednio na włosy to taki atomizer jest świetnym rozwiązaniem, nie zacina się, ładnie rozprowadza mgiełkę nafty na włosach. Na opakowanie radze uważać, bo moje niestety pękło, ale szczęście w nieszczęściu, że tylko zatyczka i nic mi się nie wylało :)
Konsystencja wodnista, w sumie to konsystencja wody;) Zapach... jak dla mnie okropny! Wiem, że nafta musi śmierdzieć, ale niestety przy stosowaniu solo, ten zapach zostaje nawet po zmyciu :( Ja używałam jej na dwa sposoby: albo właśnie samodzielnie na 10 minut przed myciem psikając nią włosy, albo mieszałam ją z jakąś maską do włosów - głównie mleczny Kallos. W przypadku stosowania z jakąś maską czy odżywką, nie było już problemu "zapaszku", przynajmniej ja go nie wyczuwałam, nikt też mi na to nie zwrócił uwagi:) Produkt jest wydajny, stosuje się go raz w tygodniu i na całe nawet długie włosy wystarcza niewielka ilość (powiedzmy, że łyżka).
Co do działania to z pewnością od razu po użyciu włosy błyszczą się jak nie powiem co :) pięknie! Są gładziutkie, miłe w dotyku, nie plączą się, wszystkie odstające kosmyki są ujarzmione. Włosy po niej nie elektryzują się. Zmywam ją szamponem, który w danym czasie używam i z żadnym nie miałam problemu, może dlatego, że zawsze myję głowę dwa razy. Nie nakładamy oczywiście na skalp bo może podrażniać i wysuszać.
Nafta też pomaga na wypadanie włosów, wiem, że u wielu osób się to sprawdza, nawet nasze babcie taki sposób stosowały, ja jednak nie zauważyłam tego na swoich włosach.
Trzeba pamiętać, aby nie używać jej zbyt często, 2 razy w tygodniu to maksymalne maksimum! Może obciążać niepotrzebnie włosy. Też nie polecam do włosów bardzo suchych, zniszczonych i sianowatych bo może je jeszcze bardziej wysuszyć, najpierw lepiej doprowadzić je do lepszego stanu i dopiero stosować naftę z przyjemnością.
Jakie są Wasze doświadczenia z naftą?