Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja ciała. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja ciała. Pokaż wszystkie posty

4 września 2015

Bio-Oil ratunkiem dla rozstępów?

Już jakiś czas temu dostałam do przetestowania znany prawie wszystkim olejek Bio-Oil. Skorzystałam z okazji, licząc przede wszystkim, że pomoże na moje rozstępy. Nie ma ich za wiele, mają już swoje lata, więc nie liczyłam na cud i raczej sceptycznie podchodzę do takich produktów działających cuda.


Stosowałam go 2 razy dziennie, czyli tak jak zaleca producent, na kilka moich kreseczek na udach. I co? I nic. Wiem, że z rozstępami, które towarzyszą nam już dłuższy czas, poradzić mogą sobie tylko odpowiednie zabiegi, ale miałam nadzieję, na jakieś "wygładzenie" ich, zmniejszenie widoczności, niestety... Fakt, producent zaleca stosować olejek przez minimum 3 miesiące, ale na dłużej opakowanie 60 ml nie wystarczyło. 


Nie posiadam innych blizn, więc nie mogłam sprawdzić działania olejku na tym polu, ale podejrzewam, ze wyglądałoby to podobnie jak z rozstępami (w końcu rozstępy to też blizny). Poza tym stosowałam go na przebarwienia na buźce, głównie spowodowane działaniem promieni słonecznych, ehhh zapominało się o filtrach:) I tutaj  już zadziałał świetnie:) Tak samo dwa razy dziennie na przebarwienia na nosie i policzkach i po dwóch miesiącach rozjaśniły się w 89%, jak dla mnie bomba.


Niestety przerażająca jest cena, tzn dla mnie te 60ml za ok. 40zł do stosowania tylko na przebarwienia na twarz jak najbardziej, ale gdybym miała kupić opakowanie 200ml za 100zł już bym się musiała zastanowić czy warto. Same zdecydujcie:)


Jak dla mnie można go wypróbować jako środek rozjaśniający przebarwienia i ewentualnie sprawdzić działanie na świeżych bliznach czy rozstępach.


_______________________________________________________
Podobał Ci cię post? Będzie mi miło jeżeli klikniesz:

Zostaniesz followersem:
Instagram

Lub obserwatorem:
  Follow on Bloglovin

8 stycznia 2015

Regeneracja suchej skóry - evree

Wczoraj regenerowaliśmy dłonie, dziś czas na ciało. Moja sucha skóra wymaga silnego nawilżenia (kurde ja od stóp do głów jestem wysuszona:)), dlatego nawilżający balsam to u mnie podstawa. Przez ponad miesiąc testowałam balsam regenerujący do bardzo suchej skóry marki evree z linii MAX REPAIR, czas powiedzieć czy dawał radę.


Emolienty roślinne zawarte w balsamie przywracają prawidłowe funkcje skóry. W połączeniu z bogactwem składników aktywnych wspierają naturalne zdolności regeneracyjne naskórka.
Skoncentrowana formuła-szybko się wchłania.
SKŁADNIKI AKTYWNE:
  • olejek arganowy
  • ceramidy
  • witaminy A, E i F
DZIAŁANIE:
  • skutecznie regeneruje naskórek
  • zapewnia odpowiedni poziom nawilżenia
  • przywraca elastyczność i zdrowy wygląd
  • przeciwdziała procesom starzenia
Pojemność: 400 ml
Cena: ok. 19 zł

Balsam ma dosyć ciężką konsystencję, chociaż może inaczej, konsystencja jest odpowiednia, ale on am w sonie taką ilość składników, że potrzeba naprawdę niewielkiej ilości, żeby dobrze nawilżał. Podobną informację mamy nawet na opakowaniu, że jest to wydajna formuła i wystarczy niewielka ilość, niestety ja przeczytałam to dopiero po pierwszym użyciu. Nałożyłam na siebie grubą warstwę i przez całą noc nogi kleiły mi się do siebie :P No cóż, człowiek uczy się na błędach:) Przy niewielkiej ilości jest już tak jak trzeba :)


Mamy tutaj plastikową, dużą butle z dozownikiem w formie dziurki, widzicie poniżej :) Pod koniec będzie trzeba ciąć jak wszystkie tego typu opakowania. Ta biała część z dozownikiem jest odkręcana, więc będzie można resztki "wystukać" :) pachnie delikatnie, kremowo, przyjemnie.


Wchłania się kilka minut, około 5, więc nie jest to ekspresowe wchłanianie, ale nie ma się co dziwić, w zamian dostajemy porządne nawilżanie i faktycznie uczucie zregenerowania skóry, takiego wygładzenia. Po tych kilku minutach skóra jest miękka, elastyczna, nie lepi się i można się ubierać. Przy regularnym stosowaniu poprawia stan skóry, nie mam już suchej skóry na łydkach zaraz po kąpieli (to jest moje miejsce, w którym wszelkie balsamy mają chwilę prawdy :P). 


Nie wiem czy latem bym go chciała stosować ze względu własnie na tę konsystencję, chyba że tylko na miejsca bardzo suche jak łydki czy ramiona, na chłodne dni spisuje się idealnie.

Polecam wszystkim z suchą skórą :) Miałyście już do czynienia z tym balsamem? Wiem, że ejst dosyć popularny w blogosferze:)


_______________________________________________________
Podobał Ci cię post? Będzie mi miło jeżeli klikniesz:

Zostaniesz followersem:
Instagram

Lub obserwatorem:
  Follow on Bloglovin


24 listopada 2014

Balsam z imbirem i różą

Będąc w klubie Green Pharmacy, mam po raz drugi przyjemność (?) testować ich kosmetyki. Tym razem do testów przekazano nowość w ofercie firmy - balsamy do ciała. W moje ręce wpadła wersja regenerująco- ujędrniająca z różą i imbirem i szczerze powiem, że nie byłam z tego zadowolona, bo nie przepadam za zapachem różanym;/


"Inspiracja naturą. Aromatyczna przyjemność i pielęgnacja lekką, nietłustą emulsją , która wygładza, poprawia jędrność i regeneruje. Odnowa warstwy lipidowej i skuteczne nawilżanie przywracają skórze piękno. Powraca gładkość, jedwabista miękkość i elastyczność. Ulga dla skóry suchej, łuszczącej się, wrażliwej. Wchłania się szybko i delikatnie otula zmysłowym zapachem. Kwas hialuronowy i pentanol są siłą nawilżania. olej z płatków szlachetnej róży piżmowej i witamina E łagodzi, odżywia, regeneruje. Ekstrakt z imbiru poprawia ukrwienie, neutralizuje wolne rodniki, działa przeciwbakteryjnie i dostarcza orzeźwienia."

Pojemność: 500 ml
Cena: ok 14 zł



Powiem Wam, że tak ostro go stosowałam, że przez miesiąc wysmarowałam 2/3 tej wielkiej butli :) Nie sugerujcie się tym, bo używałam go z sporych ilościach, czasem nawet 2 razy dziennie.

Opakowanie w charakterystycznym stylu Green Pharmacy, z pompką, która niestety kilka razy mi się zacięła (w początkowej fazie użytkowania). Butelka jest przezroczysta, więc wszystko dobrze widzimy co się w środku dzieje ;) Zapach hmmm... no różany, no a jaki ma być, nie podoba mi się, ale jak ktoś różę lubi to będzie w 7 niebie :)


Balsam ma faktycznie konsystencję emulsji, leciutka, delikatna. Szybko się go rozprowadza, przy większej ilości, jak w moim przypadku, gdzie przykładowo na uda zużywałam 4 pompki, trzeba troszkę pomachać aż zniknie nam z oczu, no i jeszcze jakieś 2 minutki aż się całkiem wchłonie.


Zostawia po sobie przyjemną, nieklejącą warstwę, skóra od razu robi się delikatna i miła w dotyku i czuć, że jest lekko nawilżona, ale nic spektakularnego, ot takie zwyczajne nawilżanie, dla bardzo suchej skóry może być zbyt lekkie. Co do efektu ujędrnienia to po raz kolejny powtórzę, że nie wierze w takie bajki, żaden kosmetyk nie ujędrni nam skóry bez ćwiczeń i sportu! Ja od dwóch miesięcy regularnie ćwiczę i nie mam pojęcia czy ten balsam pomógł mi w tej kwestii, na pewno nie zaszkodził :)

Podsumowując dla miłośniczek różanego zapachu i osób, które potrzebują lekkiego nawilżenia jak najbardziej polecam, dla bardzo suchej skóry niestety nie.


_______________________________________________________
Podobał Ci cię post? Będzie mi miło jeżeli klikniesz:
Lub zostaniesz obserwatorem:
  Follow on Bloglovin

28 października 2014

Samoopalacz bez smrodu? Możliwe

Samoopalaczy nie używałam nigdy, ale z balsamami brązującymi mam spore doświadczenie, niestety każdy miał tę samą wadę, śmierdział jak jasna cholera, jedne oczywiście mniej inne nie do wytrzymania. Dlatego własnie myślałam, że z samoopalaczem będzie jeszcze gorzej, ale że trafiła się okazja wypróbowania ciekawie zapowiadającego się "śmierdziuszka" to skorzystałam. Samoopalacz do twarzy i ciała Sunbrella marki Dermedic.


Wiemy dobrze, że promienie słoneczne w niewielkiej ilości są jak najbardziej wskazane, jednak zbyt duża ich ilość może poważnie zaszkodzić naszej skórze, tak samo solarium. Dlatego lepszym rozwiązaniem jest stosowanie balsamów i samoopalaczy, trzeba jednak robić to umiejętnie.
Składniki aktywne: DHA + erytruloza, Masło kakaowe, Olej migdałowy, Masło Shea, Oxynex K, Alantoina, Gliceryna, Woda termalna. 
  • Zapewnia szybką, równomierną i długotrwałą opaleniznę bez kontaktu z promieniami słonecznymi
  • Poprawia kondycję skóry, zapobiegając utracie jędrności
  • Głęboko odżywia i regeneruje skórę
  • Dla każdego typu i odcienia skóry twarzy i ciała
  • Pierwsze efekty powstają po 2 h
  • Utrwalenie kolorytu skóry po 24 h
  • Hypoalergiczny
Pojemność: 100 g
Cena: ok. 24 zł


Opakowanie to mięciutka tuba, bez problemu wszystko z niej wyciśniemy. Konsystencja jest w sam raz, nie za lekka, nic się nie rozlewa między palcami, ani też nie będzie problemy z rozsmarowaniem. Pachnie przyjemnie, przypomina mi jakiś kosmetyk do opalania, ale nie przypomnę sobie który:)

I teraz najważniejsze, wiadomo, że w pierwszej chwili to każdy kosmetyk samoopalający pachnie ładnie, a po kilku godzinach...klapa. Tutaj na szczęście tak nie ma i ja byłam w ogromnym szoku, on prawie w ogóle nie śmierdzi! Minimalnie da się wyczuć ten charakterystyczny zapach, ale nie wali po nozdrzach. Z innymi balsamami brązującymi, po jednej nocy śmierdziała mi cała piżama i pościel, teraz nic a nic :) I za to go uwielbiam!


Po jednym użyciu nie widziałam żadnego efektu, ale już drugie smarowanie delikatnie mnie opaliło, więc nie jest to natychmiastowe działanie jak po opalaniu natryskowym (i dobrze!). Dlatego jak dla mnie to działa on jak balsam brązujący, a nie samoopalacz :) Stosowałam go 3 dni pod rząd, a później co 2-3 dni. Efekt był zadowalający, nie był to brąz w pięknym czekoladowym odcieniu :P a raczej taka złocista opalenizna, nie robi plam, mimo, że nie specjalnie przykładałam się do jego rozsmarowywania. 


Ale jak z każdym tego typu produktem warto od razu wymyć łapki, ja raz tego nie zrobiłam i rano obudziłam się żółciutkimi paluszkami :) i nie pomagało żadne mycie :P Nie stosowałam go na twarz bo boję się takich produktów używać do buzi, mimo iż również takie jest jego przeznaczenie, ale wiem, że dziewczyny były zadowolone z efektu jaki daje na twarzy. 

Schodzi równomiernie, ale ja robię co kilka dni regularne peelingi, więc pewnie miało to duży wpływ. Jego chyba jedyną wadą jest malutka pojemność :( do twarzy by jak najbardziej wystarczyło, aż za dużo, jednak do wysmarowania całego ciała...szybko go zabraknie. Ja używałam go na nogi pośladki i brzuch i połowa opakowania zniknęłam po jakichś 7 aplikacjach. 

A jakie jest Wasze doświadczenie z samoopalaczami?

Jutro zapraszam Was na konkurs z Dermedic :)



_______________________________________________________
Podobał Ci cię post? Będzie mi miło jeżeli klikniesz:
Lub zostaniesz obserwatorem:
  Follow on Bloglovin

12 października 2014

Czas na zmianę pielęgnacji... I wycieczkę po rozum do głowy

Nie mam pojęcia dlaczego, ale po prostu nie zwracałam na to uwagi, nie przejmowałam się zbytnio, może kwestia przyzwyczajenia, albo braku świadomości, że można i w ogóle trzeba coś zmienić. Od kiedy pamiętam mam pewną skórną przypadłość i nigdy nie zastanawiałam się co to może być, po prostu jest to jest. Otóż...od dziecka moje uda pokryte są malutkimi kropeczkami, żadne pryszcze czy coś podobnego, zwykłe małe czerwone, szaro-czerwone, fioletowo-czerwone krostki. I co się okazało? Rogowacenie okołomieszkowe.

Źródło: KLIK
Zawsze byłam przekonana, albo może nawet się nad tym nie zastanawiałam, ale myślałam, że rogowacenie okołomieszkowe występuje tylko na ramionach. Kiedy czytałam notki na blogach to zawsze wspominana była ta właśnie strefa no i na ramionach u mnie takie krostki też występują, ale są jakoś mniej widoczne, na nogach bardziej.

Nigdy jednak mi to specjalnie nie przeszkadzało i nic z tym nie robiłam, zwyczajnie, nie chciało mi się, ale z czasem człowiek bardziej przytomnieje :) Zorientowałam się, że mogę to zmienić. Poczytałam, pooglądałam, posłuchałam no i coś tam już wiem.

Rogowacenie okołomieszkowe jest zazwyczaj dziedziczne, więc dostajemy je w spadku po rodzicach np. no i niestety nie da się zwalczyć tej przypadłości raz na zawsze, ale systematycznością można ją zminimalizować i właśnie taką walkę rozpoczęłam.

Będę musiała zrezygnować z wszelkich wypełnionych szkodliwymi składnikami produktów i przerzucić się na bardziej naturalne i delikatne dla mojej skóry; REGULARNE peelingi 2-3 razy w tygodniu, zamiast moich ulubionych żeli do mycia-płyn Facelle (on ma naprawdę szerokie zastosowanie), albo będę musiała poszukać jakiegoś naturalnego mydełka; co do balsamu to póki co nie mam pojęcia na jaki się zdecydować; na same uda planuję REGULARNIE stosować krem Pilarix albo maść z witaminą A. Pilarix leży już jakiś czas w szafce, ale mam jakąś blokadę przed stosowaniem go na takie duże powierzchnie :( A od środka tabletki z witaminą A i E. No i jest jeszcze opcja solarium raz w tygodniu, ale nad tym się muszę zastanowić;/

Zobaczymy jak podziała mój plan, Jeżeli macie jakieś sprawdzone delikatne i możliwie najbardziej naturalne produkty do mycia i pielęgnacji to bardzo Was proszę, DAJCIE ZNAĆ!


_______________________________________________________
Podobał Ci cię post? Będzie mi miło jeżeli klikniesz:
Lub zostaniesz obserwatorem:
  Follow on Bloglovin

21 lipca 2014

Letni mus do ciała

Bardzo lubię kosmetyki polskich firm i fajnie, że coraz więcej dziewczyn je docenia, bo mamy naprawdę dobre produkty i o wiele tańsze niż te sprowadzane z zagranicy. Mus do ciała Farmony kupiłam już baaaradzo dawno temu, ale czekał na swoją kolej i taki wiosenno-letni czas. Kupiłam go przypadkiem  przy okazji zakupów w Biedronie i nie zwracałam uwagi zbytnio na wersje zapachowe, chwyciłam arbuza z melonem, za którym nie przepadam, ale o dziwo mus nie pachnie arbuzem :)


"Cudownie lekki mus do ciała o wyjątkowych właściwościach pielęgnacyjnych oraz rześkim zapachu świeżego melona i dojrzałego arbuza.
SOCZYSTE ORZEŹWIENIE CIAŁA I ZMYSŁÓW! ZASMAKUJ OWOCOWEJ RADOŚCI!Arbuz to niezwykle soczysty i orzeźwiający owoc, uprawiany w odległych Indiach i mistycznych Chinach od niepamiętnych lat. W połączeniu z intrygująco słodkim zapachem melona tworzy doskonałą harmonię, przepełnia radością i przenosi myśli w kolorowy świat owocowej radości. Dzięki zawartości afrykańskiego masła karite głęboko nawilża, odżywia i ujędrnia, sprawiając że ciało staje się zachwycająco miękkie, delikatne i jedwabiście gładkie. Na długo pozostawia na skórze radośnie świeży, soczysty zapach, który pobudza i orzeźwia."
Pojemność: 275 ml
Cena: 13 zł tutaj


Opakowanie to odkręcany, plastikowy słoiczek w kolorowych, pozytywnych barwach, który czasem sprawia problemy z zakręcaniem go. Konsystencja bardzo leciutka, ale nie jest to mus, raczej delikatna emulsja. Pachnie pięknie, egzotycznie i na szczęście jak już mówiłam, nie czuć w nim arbuza.


Szybko się wchłania, nie brudzi ubrań, nie klei się, więc w sumie od razu możemy zarzucać piżamę. Na aktualne upały jest świetny bo nie ma nic gorszego nic klejąca skóra przy takiej temperaturze, bleeehh;/ Delikatnie nawilża, szału nie ma, ale przy codziennym stosowaniu daje sobie radę.  Zapach zostaje dosyć długo na skórze, więc za to duży plus. ogólnie polecam do wypróbowania, jeżeli nie macie swojego ulubieńca lub chcecie spróbować czegoś nowego, szczególnie latem :)

A jaki jest wasz stosunek do polskich kosmetyków?

_______________________________________________________
Podobał Ci cię post? Będzie mi miło jeżeli klikniesz:
Lub zostaniesz obserwatorem:
  Follow on Bloglovin

11 lipca 2014

Miodowy peeling Green Pharmacy

Zanim przejdę do rzeczy to muszę się pochwalić, od wczoraj mogę dodawać sobie przed nazwiskiem tytuł MGR! Teraz jestem kolejnym bezrobotnym magistrem :P Stresu było, że hoho, ale jakoś poszło i już po bólu. Przechodząc do tematu dzisiejszej paplaniny - peeling, dokładnie peeling od Green Pharmacy miód i rooibos. Recenzja o kilka dni opóźniona, z powodów osobistych i nauki do obrony, ale jest.


"Scrub cukrowy. Naturalne kryształki cukru. Oczyszczanie, pielęgnacja, aromat, relaks dla ciała i zmysłów. Delikatne złuszczanie naskórka, poprawa mikrokrążenia. Gładka i miękka skóra. Ekstrakt z miodu wspiera nawilżanie i odżywia. Ekstrakt z liści czerwonokrzewu rooibos chroni młodość skóry"
Pojemność: 300 ml
Cena: 15,99 do kupienia TUTAJ 


Opakowanie to elegancki, plastikowy słoiczek, z typową dla GP szatą graficzną. Wieczko jest odkręcane, a sam produkt zabezpieczony folią, więc nie ma obaw, że ktoś wcześniej otwierał, macał itd :) Wiem, że większość peelingów do ciała jest w takich własnie opakowaniach, ale ja jakoś nie lubię w nich grzebać mokrymi łapami podczas kąpieli;/ 


Konsystencja mocno gęsta, zbita, nie przelewa się między palcami, podczas aplikacji nie kruszy się i nie "ucieka" ze skóry, kryształki cukru rozpuszczają się zwyczajnie, w zależności do tego jak nawilżone macie ciało:). Zapach jest przyjemny, miodowo-inny:) dla niektórych może być zbyt mocny, dla mnie całkiem całkiem, lubię takie słodziaki podczas kąpieli. 


Peeling nie ma w składzie parabenów, silikonów, SLESów, ale ma za to parafinę na drugim miejscu. Na moim ciele parafina nie czyni szkód, na szczęście peeling po zmyciu nie zostawia tłustej warstwy, więc można mu wybaczyć tę parafinę. Co do działania, to jest to standardowe działanie peelingu cukrowego, wygładza tak jak powinien, nie trzeba się przy tym namachać i szorować. Wiem, że wiele dziewczyn zarzuca mu kiepską wydajność, ale w końcu peelingiem do ciała peelinguje się całe ciao (jedno mniejsze, inne większe:)), czyli dużą powierzchnię i nie ma fizycznej możliwości, żeby 300 ml wystarczyło na długo, no może komuś, kto używa go oszczędnie, no ale wtedy efekty będą mniejsze :)

To tyle na dziś, mam nadzieję, że miło się czytało recenzję i podzielicie się ze mną swoją opinią o peelingach do ciała i może tego peelingu także używałyście?

_______________________________________________________
Podobał Ci cię post? Będzie mi miło jeżeli klikniesz:
Lub zostaniesz obserwatorem:
  Follow on Bloglovin

21 czerwca 2014

URODA na twarzy i ciele?

Kolejna część recenzji zestawu od URODA Polska. Dzisiaj do tablicy idzie płyn micelarny i balsam do ciała z serii Melisa. Oba kosmetyki testowałam namiętnie i dosyć szybko je wykończyłam, więc sobie o nich dziś pogadamy:)


"Płyn micelarny oczyszcza, łagodzi i pielęgnujeWyciąg z melisy regeneruje, łagodzi, uspokaja i odświeża. Przynosi ulgę zmęczonej skórze. Wyciąg z zielonej herbaty spowalnia efekt starzenia się skóry, pobudza jej mikrokrążenie, uelastycznia. Chroni przed wolnymi rodnikami. Prowitamina B5 działa leczniczo i łagodząco na podrażnioną skórę, wygładza i poprawia jej koloryt. Alantoinałagodzi, nawilża, wygładza i zmiękcza skórę."


Pojemność: 200 ml
Cena: ok. 8 zł

Płyn ma śliczny zapach, charakterystyczny dla linii Melisa. Konsystencja typowa jak dla płynu micelarnego, wodnista (to mi odkrycie:P). Przez jakiś czas stosowałam go do demakijażu, radził sobie dosyć dobrze, czułam, że twarz jest dobrze oczyszczona, nie ściągał nieprzyjemnie skóry, tylko delikatnie nawilżał. Nie stosowałam go natomiast do demakijażu oczu bo niestety podrażniał tę delikatną okolicę, jednak producent nie informuje nas o tym, aby używać go do demakijażu oczu. 


Po pewnym czasie wróciłam do mojego rytuału zmywania makijażu żelem do mycia twarzy, a płyn micelarny zaczęłam stosować jako tonik po demakijażu oraz do przemywania twarzy rano po przebudzeniu. W takim wydaniu również przyjemnie się sprawdza, delikatnie nawilża i odświeża, ma się po jego zastosowaniu takie fajne uczucie rześkości:)


"Balsam do ciaa silnie nawilża, lekko ujędrniaWyciąg z melisy regeneruje, łagodzi, uspokaja i odświeża. Chroni przed działaniem wolnych rodników i promieni słonecznych.

Wyciąg z zielonej herbaty spowalnia efekt starzenia się skóry, pobudza jej mikrokrążenie, uelastycznia. Chroni przed wolnymi rodnikami.

Olej z orzechów makadamia zawiera minerały, takie jak: potas, fosfor, wapń oraz witaminy B1 i B2. Doskonale nawilża, wygładza i działa przeciwstarzeniowo, pielęgnuje skórę suchą i wrażliwą. Sorbitol wiąże wodę w przestrzeniach międzykomórkowych, skutecznie"


Pojemność: 200 ml
Cena: ok. 8 zł

Balsam wykończyłam w tempie ekspresowym, może dlatego, że jest go tylko 200 ml. Konsystencje ma bardzo delikatną, leciutką, przyjemnie i szybko się go rozsmarowuje, szybko wnika, nie klei się i nie pozostawia nieprzyjemnej warstwy, raczej bardzo delikatną gładką skórę (ale pamiętajcie, że bez peelingów gładkiej skóry nie wyczaruje nawet najlepszy balsam). 


Do bardzo suchej skóry to jednak za mało, a ja bardzo suchą skórę posiadam na łydkach. Dla normalnej i suchej będzie idealnym rozwiązaniem. Silnie to on nie nawilża, ale takie umiarkowane nawilżanie jak najbardziej. Polecam z całą pewnością, przyjemne rozwiązanie dla skóry.


_______________________________________________________
Podobał Ci cię post? Będzie mi miło jeżeli klikniesz:
Lub zostaniesz obserwatorem:
  Follow on Bloglovin

2 marca 2014

Niedziela z poradą: Mnóstwo zastosowań oleju kokosowego

Było już na temat zalet picia kawy zbożowej, było już o powodach, dla których nie warto kupować butów w CCC, a dziś, w kolejnym odcinku pierwszego sezonu "Niedzieli z poradą", będzie porada mix :) Od jakiegoś czasu stosuję olej kokosowy, kupiłam go z myślą o OCM, ale okazało się, że mam pod ręką cudowny środek, mający wiele zastosowań. Dzisiaj Wam o nich poopowiadam, mam nadzieję, że każdy znajdzie coś dla siebie i skusicie się na jego przetestowanie.


Do wyboru mamy wersje rafinowane i nierafinowane. Ja kupiłam niestety rafinowaną, ale był to zakup w sumie przypadkowy, więc nie zastanawiałam się co biorę. Kosztował jakieś 14 zł za 500 ml w Carrefour. Wersja nierafinowana będzie oczywiście droższa, do zdobycia w sklepach z organiczną żywnością czy takich jak Zrób Sobie Krem czy Biochemia Urody.
Do temperatury 25 stopni bodajże, nasz olej ma formę stałą, koloru białego, jak świeczka, ale można go łatwo wyskrobać, kiedy jest cieplej zmienia swoją postać w płynną koloru żółtego.

NAJWAŻNIEJSZE ZASTOSOWANIA OLEJU KOKOSOWEGO:

Olej bazowy przy metodzie olejowego mycia twarzy, czyli OCM,
Do demakijażu oczu, działa nawet przy kosmetykach wodoodpornych, 
Nawilżacz i balsam do suchej skóry całego ciała,
Jako zastępstwo pianki czy żelu do golenia, maszynka sunie po nogach jak szalona :),
Do masażu ciała,
Do olejowania włosów,
Oczywiście jego podstawowe zastosowanie, czyli do smażenia,
Jako balsam do ust, można go przełożyć do malutkiego pojemniczka z Rossmana i nosić przy sobie,
Jako olejek do kąpieli,
Jako środek zapobiegający powstawaniu rozstępom,
Jako dodatek do peelingów ciała i twarzy,
Jako środek nawilżający np. do butów skórzanych i innych wyrobów ze skóry,
Do zmiękczania i pielęgnowania skórek wokół paznokci,
Do zabezpieczania końcówek włosów,
Do smarowania pieczywa,
Jako balsam łagodzący po opalaniu,
Pomaga przy walce z grzybicą stóp,
Pomaga w leczeniu trądziku, opryszczki, bólu zębów, oparzeń, kaszlu, wrzodów, kamieni nerkowych, bolesnych i nieregularnych miesiączek, 

Pomaga w gojeniu się ran,
Opóźnia powstawanie zmarszczek,
Zjedzona łyżeczka oleju dziennie poprawia krążenie, wzmacnia mięśnie, serce i dodaje energii,
Niewielka ilość nakładana pod oczy pomaga na worki i zasinienia, 
Wzmacnia rzęsy.
Zmiękczacz do suchych i pękających pięt.


Podobno zastąpienie spożywanych tłuszczy właśnie olejem kokosowym spowoduje spadek naszej wagi o 0,5 kg tygodniowo :)

A jak Wy stosujecie olej kokosowy? Miałyście już z nim styczność czy nie znacie osobnika?


_______________________________________________________
Podobał Ci cię post? Będzie mi miło jeżeli klikniesz:
Lub zostaniesz obserwatorem:
  Follow on Bloglovin