Pokazywanie postów oznaczonych etykietą DIY. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą DIY. Pokaż wszystkie posty

4 grudnia 2012

DIY: Domowa mgiełka do twarzy za kilka zł!

Wczoraj przeszukałam Internet wzdłuż i wszerz w poszukiwaniu czegoś niedrogiego do utrwalenia makijażu i odświeżenia cery. Nie chciałam kupować wody termalnej czy jakiegoś profesjonalnego kosmetyku do utrwalania bo po pierwsze, już testowałam, a po drugie, szkoda mi na to kasy, bo nie jest to rzecz niezbędna, a moje widzi mi się:) Kiedy skończyła mi się woda termalna, przez jakiś czas, po wykonaniu makijażu, stosowałam zwykłą wodę mineralną, którą atomizerkiem psikałam sobie na twarz:) wtedy cała "tapeta" ładnie stapiała się ze skórą (o ile tak można powiedzieć:)). Ale chciałam dodatkowo mieć z tego psikania jakąś korzyść, no i wymyśliłam:) znalazłam przepis na domową mgiełkę z zielonej herbaty i troszkę ją udoskonaliłam, aby pasowała do mojej naczynkowej, nieszczęsnej cery. Potrzebowałam do tego:

Czyli zielona herbata (mała łyżeczka herbaty zaparzona w pół szklanki wody, po 5 minutach przecedzona i odstawiona do ostygnięcia), która znakomicie orzeźwia i pobudza naszą skórę, pielęgnuje cerę naczynkową, łagodzi ją i koi podrażnienia; gliceryna - znakomity składnik nawilżający i zatrzymujący wodę pod skórą, łagodzący podrażnienia, wygładzający i poprawiający jędrność i elastyczność skóry (czyli wszystko na + dla mojego suchego pyszczka), witamina C (w moim przypadku jest to witamina firmy DHC France, z którą nie wiedziałam co czynić, a teraz będzie jak znalazł:) - witamina C jest idealna dla cery naczynkowej, głównym składnikiem mojej wit. C jest Magnesium Ascorbyl Phosphate, czyli pochodna kwasu askorbinowego, która  stymuluje odbudowę włókien kolagenowych oraz przeciwdziała oddziaływaniu wolnych rodników.

Do buteleczki o pojemności 100 ml z Rossmana (plus atomizer z totalnego bubla czyli spray'u ochronnego Syoss - oczywiście porządnie wyczyszczone i zdezynfekowany:)), wlałam moją ostudzoną zieloną herbatę, mniej więcej 70 ml, do tego dodałam 25 kropel gliceryny (czyli jakieś 2-3 ml), która świetnie rozpuszcza się w wodzie oraz wit. C, wszystko wymieszałam potrząsając buteleczką i wstawiłam do lodówki, gdzie będzie leżakowała przez cały czas:) taką mieszanką planuję psikać twarz po przebudzeniu, po wykonaniu makijażu w celu utrwalenia go oraz po wykonaniu demakijażu jako tonik:) Mam nadzieję, że będzie się dobrze sprawowała ta moja mieszanka:) Taki a jaki fajny sposób prawda?:)

17 listopada 2012

DIY: Zrób sobie rozświetlacz

W kolejnej części "DIY" będzie coś kosmetycznego, a mianowicie będziemy robić rozświetlacz w płynie do twarzy:) To naprawdę baaardzo proste, a potrzebny nam będzie jedynie jakiś jasny świetlisty czy perłowy cień, może być zwykły, prasowany np ten, którego używacie do rozświetlania kącika, czy taki jak w moim przypadku, cień sypki (konkretnie to: My Secret Star Dust nr1) oraz odrobina kremu do twarzy, olejku, czy tak jak u mnie - bazy pod makijaż:)



Przygotowujemy mieszankę potrzebną tylko na jedną aplikację, ja raczej nie przechowuję własnoręcznie wykonywanych kosmetyków, wolę robić je na bieżąco.
Na dłoń wyciskam odrobinkę dosłownie bazy


Następnie maczam palucha w moim cieniu i wyjmuję także niewielką jego ilość, wiadomo, im więcej cienia tym efekt rozświetlenia będzie mocniejszy, zależy jaki efekt wolicie:) mój cień jest bardzo świetlisty, więc w przypadku cienia mniej błyszczącego pewnie będzie potrzeba go troszkę więcej.


Wszystko razem mieszam i otrzymuję mój rozświetlacz:) Taka ilość jaką widzicie poniżej wystarcza mi na moje kości policzkowe, oraz delikatne rozświetlenie obszaru pod łukiem brwiowym.


A efekt końcowy na twarzy wygląda tak (poniżej jestem bez makijażu, mam jedynie ten rozświetlacz, więc przepraszam za wszystkie niespodzianki:)):


Uważam, że wygląda to ciekawie:) Tego cienia używałam rzadko, więc na pewno by się przeterminował, zanim zużyłabym całe opakowanie, a teraz stosując go jako rozświetlacz nie muszę się już o to martwić, a dodatkowo mam świetny kosmetyk:)

31 października 2012

DIY: Jesienne antyramy i kumulacja!...pecha...

Dzisiejszy dzień, pewnie jak i dla większości z Was, był dla mnie dniem świątecznego powrotu do domu, ale poza tym także kumulacją niesamowitego pecha, jakiego chyba nie miałam przez całe moje dotychczasowe, 22-letnie życie! Wylewam swoje żale do każdej napotkanej dziś znajomej osoby, ale także wymęczę tą historią i Was:). Jednak nie będę aż tak bezduszna i osoby, które nie są zainteresowane czytaniem na temat moich cierpień, zapraszam do drugiej części posta:)

Zaczynając od początku. Pociąg do domu miałam o godz. 11:47, na pięknym, nowym, katowickim dworcu byłam ok 11:25, prawie 20 minut czasu, więc myślę sobie "spokojnie zdążę". Kupiłam bilet i dreptam sobie w kierunku peronu, rozglądając się po drodze za jakimś sklepikiem. Przy okazji zerknęłam na tablicę odjazdów, żeby sprawdzić, z którego peronu odjeżdża mój pociąg i "o kurde! zmienili godzinę odjazdu na 11:37". Patrzę na zegarek "11:36"! Pędzę na peron i mogłam już tylko pomachać mojemu pociągowi. Wkurzyłam się bardzo,a le trudno. Idę do kasy po zwrot pieniędzy i zakup biletu na następny pociąg (a do domu mam jakieś 200km, więc pociągi nie jeżdżą co pół godziny). Pan wymienił mi bilet, wkładam do terminala kartę, żeby zapłacić i "BŁĄD", wyjmuję i wkładam znowu - "BŁĄD" i tak kilka razy, Później Pan w kasie złapał za moją kartę i znowu to samo, ludzie za mną się wkurzają, a karta nie chce współgrać, stałam tam jakieś 10 minut i za X podejściem udało się! Do pociągu prawie 2 godziny, no to czekam grzecznie.

10 minut przed planowanym przyjazdem idę sobie na peron i oczekuję na przyjazd mojego pociągu. Oczywiście w ostatniej chwili pani z głośników oznajmia, że zmienili peron, ale to nic, idę gdzie każą. Sporo ludzi na peronie, pociąg wjeżdża i...nie wiem czy mam płakać, uciekać, czy się śmiać...tylu ludzi upchanych w jednym miejscu nigdy jeszcze nie widziałam! Chyba byli tam noga wpychani, a tutaj jeszcze my mamy wsiąść???????? (Pozdrawiam PKP) Jakoś dałam radę wejść jako ostatnia i prawie całą podróż (2,5 h) spędziłam stojąc przyklejona do drzwi, bez możliwości ruszenia nogą, ręką i czymkolwiek. Za mną stal jakiś śmierdzący, i chuchający papierochami dziadek. Jedynym plusem tej podróży byli fajni i sympatyczni podróżni:) Przy okazji pozdrowienia dla miłego Pana czytającego książkę;]. 

Jakimś cudem dojechałam! I co? Siostra, która miała mnie odebrać z dworca i zawieźć do domu, nie przyjedzie. KURDE! Bus do domu dopiero za jakąś godzinę (bo na wieś nie tak łatwo dojechać), więc czekam na zimnym dworcu, przemarznięta do szpiku kości. za chwilę orientuje się, że skończyły mi się pieniądze na telefonie, a trzeba zadzwonić do mamy, żeby odebrała mnie przy kolejnej przesiadce, no to lecę szukać jakiegoś bankomatu, znalazłam. Oczywiście pecha ciąg dalszy, nie można wypłacić mniej niż 100 zł, ale na szczęście na koncie kasiorka była;) pani w kiosku, z wielkim wyrzutem wydała mi resztę z tej 100 i idę na dworzec. Bus przyjechał i jadę sobie do domku. Na szczęście pech się skończył i już nic ciekawego się nie wydarzyło.

Ufff, koniec opowieści:) mam nadzieję, że mi wybaczycie:) A teraz przechodzimy do części zasadniczej:)


Takie cosik sobie powiesiłam na ścianie:) Nic prostszego:) 3 antyramy o wymiarach 15x20, 2 zewnętrzne to po prostu ususzone w książce jesienne listki, a ramki to kawałek wycięty z gazety:) Środkowa antyramka to prostokąt "umalowany" torebką czarnej herbaty:) napis zrobiony własnoręcznie czarnym długopisem i już:) Trudne?:) Chyba nie:) A tak troszkę bliżej wyglądają moje prace:)




Pozdrowionka i mam nadzieję, że Wasz dzisiejszy dzień minął lepiej:)

P.s. Dziś mogłam w końcu odebrac przesyłkę z produktami Novoxydyl, ale fotki wrzucę dopiero w poniedziałek lub wtorek bo nie mam ze sobą aparatu;/

19 września 2012

DIY: Ozdobne pudełeczka w kilka minut

Dzisiaj z nudów postanowiłam pobawić się trochę i przypomnieć sobie czasy dzieciństwa:) Zawsze uwielbiałam wszelkie techniczno-plastyczne zabawy i dzisiaj troszkę pokombinowałam:) 
Zrobiłam sobie ozdobne pudełeczka:)


Większe pudełeczko to zwykłe pudełko po butach:) drugie to pudełeczko, w którym daaaaawno temu kupiłam sobie mp3:) zamyka się na magnes, więc jest bardzo praktyczne:)

A jak je wykonałam? 
Nic prostszego:) Powycinałam z czarno-białej gazety (w moim przypadku "Przegląd Sportowy":P) kawałki tekstu i zwykłym klejem do papieru przykleiłam je na pudełeczka:) ważne, żeby przyklejać je pod różnym kątem, wtedy efekt jest fajniejszy:) prawda, że proste?:)


Większe pudełko dałam mamie i będzie sobie w nim trzymała nici:)


Mniejsze będzie dla mnie, ale nie wiem jeszcze co będę w nim przechowywała:) może biżuterię?:)

Podobają Wam się tego typu posty, niezwiązane z kosmetykami? Jeżeli tak to będę publikować je częściej np. wykonane własnoręcznie dekoracje do pokoju, ozdobne świeczniki itd:)